Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788324578948
Wysyłka od: 15.00 PLN

Idoru
Autor: William Gibson

Wydawnictwo: Książnica, 2011
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Idoru” to ten moment w pisarstwie Gibsona, w którym cyberpunk przestaje fascynować się głównie podziemiem i przestaje udawać, że technologia to mroczna magia dostępna tylko hakerom–szamanom. Tu technologia jest po prostu *infrastrukturą kultury masowej*: gadaniem fanek na listach dyskusyjnych, obsesją tabloidu, PR‑owską intrygą wokół ślubu gwiazdora rocka z algorytmem. Gibson przestawia kamerę z ulicy na kulturę fanowską i media, ale nie rezygnuje z tego, co robi najlepiej – z poczucia, że świat informacyjny ma własne prądy i wiry, które tylko nieliczni potrafią zobaczyć. Laney, ze swoją „zdolnością” do wychwytywania patternów w danych, jest tu mniej bohaterem akcji, bardziej medium: człowiekiem, który widzi przyszłość nie jako proroctwo, lecz jako statystycznie niepokojący szum.

Tokio po trzęsieniu ziemi, odbudowane nanotechnologią, to nie dekoracja katastroficzna, ale laboratorium nowej formy obecności – właśnie tak trzeba czytać Rei Toei. Tytułowa idoru nie jest klasyczną „sztuczną inteligencją z ambicjami”, tylko produktem kulturowym, który zaczyna wychodzić poza projekt marketingowy. Gibson robi tu rzecz zaskakująco subtelną: nie pyta banalnie „czy AI może czuć?”, tylko „co się dzieje, gdy *odbiorcy* zaczynają czuć wobec bytu, który stworzono tak, by idealnie rezonował z ich pragnieniami?”. W tym sensie ślub Reza z Rei Toei to nie dziwaczna ekstrawagancja rockmana, ale logiczny krok w świecie, w którym podmiotowość buduje się na styku danych, pożądania i PR‑u. Chia – nieco nieporadna nastoletnia delegatka fanklubu – służy jako świadek tego procesu: jest wystarczająco naiwna, by wierzyć w mit idola, ale wystarczająco inteligentna, by zauważyć, że ktoś te mity projektuje.

Na tle „Neuromancera” „Idoru” wydaje się książką spokojniejszą, bardziej rozproszoną, ale właśnie w tej „niewidowiskowości” kryje się jej siła. Gibson rezygnuje z narkotycznego tempa na rzecz czegoś, co przypomina prozę obyczajową przyszłości: mamy tu fanów, managerów, speców od wizerunku, internetowe społeczności, a wszystko to splecione jest z wielką infrastrukturą informacyjną. Styl jest charakterystyczny: zmysłowy, z lekką manierycznością obrazów, niby chłodny, a jednak nasączony melancholią po utraconej „analogowej” oczywistości świata. „Idoru” czytane dziś działa z lekką ironią – wiele jego „przepowiedni” o wirtualnych idolach, fandomach i algorytmicznie modelowanych gwiazdach zdążyło się zmaterializować. Została jednak rzecz ważniejsza od futurologii: precyzyjne uchwycenie chwili, w której zaczynamy kochać konstrukty, wiedząc aż za dobrze, że są tylko kodem.

Polecamy