20 tysięcy godzin w budzie
Autor: Andrzej Samson
Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co, 2003
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„20 tysięcy godzin w budzie” to typowa książka Samsona w tym sensie, że łączy język psychologa praktyka z tonem kogoś, kto naprawdę oglądał polską szkołę „od środka”, a nie tylko przez raporty ministerstwa. Tytuł jest zresztą bardzo samsonowy: wyliczenie godzin zamienia się w zarzut – oto dzieciństwo przetworzone na etat w instytucji, która zbyt często zajmuje się wszystkim, tylko nie rozwojem psychicznym dziecka. Autor nie pisze traktatu o reformie edukacji, raczej długą, spokojną skargę w imieniu uczniów, którym nikt nie dał głosu, bo od początku siedzieli „w ławce, a nie przy stole”.
Najciekawsze jest to, że Samson nie ulega pokusie prostego moralizowania: nauczyciel nie jest tu potworem z katedry, lecz współofi arą systemu, który produkuje lęk, ocenomanie i neurotyczną wiarę w „statystyki” zamiast w rozwój. Autor rozkłada na czynniki pierwsze cały repertuar szkolnych rytuałów – od sprawdzianu po rodzicielskie „jaką dostałeś ocenę?” – i pokazuje, jak skutecznie potrafią one wyprodukować w dziecku przekonanie, że jest „głupie”, „leniwe” albo „nigdy nic z niego nie będzie”. Ten poradnik jest więc w dużej mierze instrukcją czytania dziecka poddanego działaniu szkoły: co w nim jest naprawdę „jego”, a co jest tylko odciskiem instytucjonalnego buta.
Książka ukazała się w momencie, gdy o „dobrostanie psychicznym uczniów” jeszcze mało kto mówił tak otwarcie; dziś, w epoce zmasowanej dydaktyki coachingowej, brzmi chwilami aż podejrzanie rozsądnie. Samson nie obiecuje, że po lekturze szkoła zamieni się w Montessori, ale daje rodzicom i nauczycielom narzędzia, by przynajmniej przestać mylić posłuszeństwo z rozwojem i wynik z kompetencją. Warto ją czytać nie po to, by wzdychać nad „złą szkołą”, tylko by zobaczyć, jak bardzo nasze własne, dawne 20 tysięcy godzin w budzie nadal pracuje w nas, gdy patrzymy na dzieci – i jak niewiele trzeba, by przestać je nieświadomie powielać.