Jak powstawał plan 'Barbarossa'
Autor: Lew Bezymienski
Wydawnictwo: Czytelnik, 1979
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Książka Bezymieńskiego należy do tego typu prac, w których równie interesująca jak sama treść jest data ich powstania. Historia planu „Barbarossa” opowiedziana przez radzieckiego wojskowego-historyka z początku lat 70. jest nieuchronnie czymś więcej niż rekonstrukcją sztabowych kalkulacji – to także dokument epoki Breżniewa, kiedy mit „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” osiągnął już formę niemal sakralną. Autor ma dostęp do materiału, o którym zachodnim badaczom wówczas się nie śniło, ale jego perspektywa jest ściśle kadrowana przez potrzebę wykazania zbrodniczego, „odwiecznego” charakteru niemieckiego imperializmu oraz genialnej, choć rzekomo zaskoczonej, reakcji strony radzieckiej.
Bezymieński z upodobaniem nurza się w dokumentach – rozkazach, notatkach, meldunkach – i z tej archiwalnej mozaiki składa obraz narodzin „Barbarossy”: od pierwszych koncepcji Hitlera, przez gry sztabowe OKH, aż po dopinanie logistycznych szczegółów. To takie pisanie historii wojskowo-politycznej, które niewiele ma cierpliwości dla pojedynczego żołnierza, a bardzo wiele dla mapy sztabowej. Główny ciężar położony jest na dowodzenie, że agresja była od dawna planowana, systematyczna i totalna w założeniach – tu książka dobrze koresponduje z ówczesnymi radzieckimi opracowaniami o „wojnie na wyniszczenie”, choć robi to w tonie bardziej rzeczowym niż propagandowym. W odróżnieniu od późniejszych, zachodnich syntez, akcentuje raczej ideologiczny i polityczny imperatyw ataku niż dyskusje o realnych możliwościach Wehrmachtu.
Z dzisiejszej perspektywy „Jak powstawał plan ‘Barbarossa’” czyta się trochę jak ważne, ale jednostronne zeznanie świadka. Świetnie nadaje się do uchwycenia, jak radziecka historiografia chciała widzieć początek wojny: jako moment, w którym doskonale udokumentowane zbrodnicze zamierzenia niemieckiego sztabu zderzają się z heroizmem, ale i „prawidłową” linią polityczną Moskwy. Dla współczesnego czytelnika to książka podwójnego użytku: źródło cennych cytatów z dokumentów i tropów badawczych, ale zarazem przykład tego, jak ściśle kontrolowany ideologicznie może być aparat interpretacyjny. Nie jest to lektura dla kogoś szukającego syntetycznej, wielostronnej panoramy wojny; raczej dla tego, kto chce zobaczyć, jak wyglądała „Barbarossa” widziana z gabinetu radzieckiego historyka mającego klucze do tajnej teczki – lecz nie do pełnej swobody wnioskowania.