Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8387520586
Wysyłka od: 15.00 PLN

Osobista historia PC
Autor: Andrzej Anusz

Wydawnictwo: Akces, 2007
Okładka: miękka 
Stan: dobry minus

Uwagi: załamania grzbietu

O książce

„Osobista historia PC” to jeden z tych tomów, które z pozoru wyglądają jak kolejna partyjna kronika, a w praktyce okazują się połączeniem pamiętnika działacza, archiwum wewnętrznych dokumentów i spóźnionej, ale bardzo osobistej próby uporządkowania rodowodu dzisiejszej prawicy. Anusz nie kryje, że interesuje go przede wszystkim własne środowisko – Porozumienie Centrum – i jego miejsce w układance III RP. Nie udaje „obiektywnego historyka”, przeciwnie: pisze jako człowiek z wnętrza mechanizmu, który teraz odkręca klapę i pokazuje trybiki. Stąd w książce dużo szczegółu, nazwisk, dat, mikrosporów, które zwykłej historii politycznej zwykle giną w przypisach, a tu budują tkankę opowieści.

Największą wartością tego tomu są materiały źródłowe i to, że autor traktuje je nie jak dekorację, lecz głównych aktorów. Wystąpienia sejmowe, teksty programowe, wewnętrzne analizy – to wszystko układa się w dość rzadko dostępny wgląd w to, jak myślała o sobie sama formacja, która później przekształci się w bardziej znane PiS. Dla czytelnika przyzwyczajonego do prostych genealogii w rodzaju „z PC wyrasta PiS” lektura bywa otrzeźwiająca: widać improwizację, konflikty, ideowe zawijasy, a nie „nieuchronny marsz historii”. Moment transformacji ustrojowej nie jest tu mitem założycielskim, ale chaotycznym procesem, w którym uczestnicy dopiero po latach porządkują w pamięci motywy i konsekwencje własnych decyzji.

Nie jest to literatura dla tych, którzy szukają szerokiej syntezy dziejów III RP; raczej dla czytelnika, który lubi grzebać w dokumentach i śledzić, jak z partyjnych notatek i zapomnianych wystąpień składa się długie trwanie pewnych obsesji, lęków i ambicji polskiej prawicy. W tym sensie „Osobista historia PC” przypomina raczej dobrze utrzymany, choć mocno zapełniony magazyn archiwalny niż elegancką monografię – ale to właśnie w takich magazynach historycy najchętniej spędzają czas.