Czerwony bunt
Autor: Neal Bascomb
Wydawnictwo: Znak, 2010
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Czerwony bunt” to książka napisana tak, jak powinno się dziś pisać o wydarzeniach obrosłych legendą: z temperamentem powieści sensacyjnej i uporem archiwisty. Bascomb bierze na warsztat jeden z najbardziej wyeksploatowanych epizodów rewolucji 1905 roku – bunt na „Potiomkinie” – i zdejmuje z niego patynę sowieckiego pomnika. Zamiast anonimowych „rewolucyjnych marynarzy” dostajemy konkretne twarze, charaktery, tchórzostwo, fanatyzm, przypadek; okręt z filmu Eisensteina staje się realną, ciasną, śmierdzącą przestrzenią, w której ludzie próbują zrozumieć, czy właśnie tworzą historię, czy tylko desperacko próbują przeżyć.
Autor ma wyraźną słabość do narracji „od środka wydarzeń”: przeplata perspektywy załogi, oficerów i dworu carskiego, pokazując, jak jeden bunt w mikroskali odsłania kruchość całego imperialnego gmachu. Nie interesuje go jednak rewolucja jako metafizyka dziejów, lecz mechanika – niestrawne mięso, upokorzenia, idiotyzm regulaminów, panika w sztabach, nastroje ulicy w portowych miastach. W tym sensie książka jest antytezą filmowego „Pancernika Potiomkina”: tam monumentalny mit, tu precyzyjna destrukcja tego mitu, z użyciem dokumentów carskich i radzieckich, relacji świadków, późniejszych konfabulacji i autocenzury.
Na tle typowej literatury o rewolucji rosyjskiej Bascomb wyróżnia się tym, że nie pisze ani „ku czci”, ani „ku przestrodze”. Interesuje go, jak z jednego krótkiego epizodu zrobiono legendę założycielską, i na ile prawdziwe było to, co przez dziesięciolecia oglądano na ekranach kin jako wzorcową propagandę. Dla czytelnika przyzwyczajonego do Eisensteina lektura może być lekko trzeźwiąca: heroizm okazuje się sumą przypadku, chaosu i kilku jednostkowych decyzji, a słynny pancernik – nie tyle „kolebką rewolucji”, ile znakomitym materiałem na późniejszy mit. Właśnie ta podwójna historia – buntu i jego późniejszego wykorzystania – sprawia, że „Czerwony bunt” to lektura ciekawsza niż większość książek o 1905 roku: Bascomb nie tylko opowiada, co się stało, ale też jak nam to przez cały wiek opowiadano.