Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8385202668
Wysyłka od: 15.00 PLN

Czarna Msza | opowiadania
Autor: Dukaj Grzędowicz Piekara i inni

Wydawnictwo: Rebis, 1992
Okładka: miękka 
Stan: dobry/dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Czarna msza” to jeden z tych tomów, które czyta się dziś trochę jak kapsułę czasu – ale kapsułę dość wybuchową. Widać w nim bardzo konkretny moment historyczny: pierwsze lata po 1989 roku, kiedy Kościół z roli depozytariusza narodowej tożsamości zaczął przesuwać się w kierunku instytucji realnej władzy. Fantastyka, jak to fantastyka, zareagowała najszybciej: zamiast publicystyki dostaliśmy alternatywne światy, herezje w mundurach SF i teologię przerobioną na eksperyment myślowy. „Klerykal fiction” – termin dziś brzmi niemal prześmiewczo – tu nabiera ciężaru, bo autorzy nie poprzestają na prostych antyklerykalnych przytykach. Bardziej interesuje ich pytanie: co się stanie z wiarą, gdy technologia, polityka, kosmos lub zwykła ludzka małość zaczną ją dociskać do ściany?

Siłą tej antologii jest właśnie rozstrzelony ton: od bluźnierczej gry konwencją po całkiem poważne, niemal mistyczne pytania o obecność (lub nieobecność) Boga. Młody Dukaj z „Korporacją Mesjasz” już tu pokazuje swoje zamiłowanie do łączenia metafizyki z ekonomią i strukturami władzy – mesjanizm jako projekt korporacyjny to obrazek boleśnie aktualny także dziś, w epoce marketingowych „wartości firmowych”. Ziemkiewicz w „Źródle bez wody” obraca w palcach paradoksy wiary podobnie jak później będzie obracał paradoksy polityki, a duet Grzędowicz–Piekara, z domami na krawędzi Światła i Ciemności, proponuje niemal dyptyk: dwa ujęcia tego samego lęku metafizycznego, raz podane bardziej klasycznie, raz złośliwiej, bardziej „piekarowsko”. Nawet tam, gdzie pomysły wydają się dziś mniej świeże, czuć specyficzną energię: autorzy naprawdę próbują coś rozpoznać, a nie tylko urządzić ideologiczny pokaz fajerwerków.

Jako całość „Czarna msza” jest też ciekawym dokumentem ewolucji polskiej SF: w jednym tomie spotykają się nazwiska, które dopiero za chwilę staną się „głośne”, z pisarzami już wtedy rozpoznawalnymi. W efekcie otrzymujemy panoramę sposobów, w jakie polska fantastyka mierzyła się z sacrum – od brutalnego demontażu instytucji po ostrożne, czasem bezradne pytania o sens. Nie ma tu jednej tezy ani uporządkowanej „linii ideowej”; jest raczej polifonia, w której raz górę bierze bunt, raz melancholia, raz intelektualna zabawa. Dla współczesnego czytelnika tom będzie momentami naiwny, momentami zaskakująco ostry, ale przede wszystkim – uderzająco szczery. To nie jest antologia wygładzona pod gusta rynku, lecz zapis chwili, kiedy fantastyka naprawdę wierzyła, że można tekstem SF wgryźć się w nerw epoki. I, co znamienne, często jej się to udawało lepiej niż ówczesnej prozie „głównego nurtu”.

Polecamy