W małym niemieckim miasteczku
Autor: Krystyna Ewa Vetulani-Belfoure
Wydawnictwo: Tasso, Kraków, 1993
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne zagięcia okładki
O książce
„W małym niemieckim miasteczku” to jedna z tych książek wojennych wspomnień, które uciekają od patosu tak konsekwentnie, że po paru stronach czytelnik orientuje się, iż obcuje raczej z kroniką codzienności niż z „wielką literaturą wojenną”. Vetulani‑Belfoure interesuje przede wszystkim to, co zwykle ginie w przypisach: rytm dnia robotnicy przymusowej, drobiazgi reglamentowanej normalności, odcienie relacji z Niemcami – od lodowatej obojętności po te krępująco ludzkie gesty, których zresztą powojenna pamięć długo nie chciała przyjmować do wiadomości. W przeciwieństwie do wielu relacji obozowych, nie ma tu tonu oskarżycielskiego wygłaszanego z trybuny; jest ściśnięte gardło kogoś, kto przeżył, a po kilkudziesięciu latach próbuje zrozumieć nie tylko cudze, ale i własne wybory.
Na tle rozbudowanej literatury łagrowej i obozowej (Nałkowska, Borowski, Rawicz) książka Vetulani‑Belfoure przesuwa punkt ciężkości z „miejsc skrajnych” na tę szarą strefę przymusowej pracy w Rzeszy, którą historiografia długo traktowała jak margines, choć przeżyły ją setki tysięcy Polaków. Autorka nie epatuje okrucieństwem; rekonstruuje raczej laboratoryjne warunki, w których młody człowiek uczy się kalkulować: ile można przemilczeć, co lepiej udawać, komu można zaufać na tyle, by pożyczyć sól i nie stracić przy tym godności. To pamiętnik osoby, która ma już za sobą emigrację do USA i większość życia przeżytego „po tamtym wszystkim” – stąd ironiczny dystans, momentami niemal pedagogiczna potrzeba wyjaśniania kontekstu, jakby autorka pisała do kogoś, kto o wojnie wie tylko z podręcznika.
Książka zyskuje jeszcze jeden wymiar, kiedy pamięta się, że jest częścią szerszego, trzytomowego cyklu wspomnień. W tym układzie „małe niemieckie miasteczko” staje się czymś w rodzaju soczewki: przez krótką, geograficznie ograniczoną przestrzeń prześwituje cała epopeja XX wieku – deportacje, przymusowa praca, powojenna wędrówka, emigracja. Vetulani‑Belfoure nie aspiruje do roli „świadka oskarżenia” całego narodu niemieckiego; interesuje ją raczej, jak totalitarne państwo przenika w głąb uliczek prowincjonalnego miasteczka i w głąb psychiki nastolatki, której dojrzewanie przypadło na czas, kiedy świat uczył się nowych definicji winy i współudziału. Nie jest to książka monumentalna – lecz właśnie w tej „średniej skali”, między wielką polityką a pojedynczym talerzem zupy na kwaterze robotników, kryje się jej cicha, uparta siła.