Śląska saga
Autor: Wiesława Korzeniowska
Wydawnictwo: Instytut Śląski, Opole, 1985
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Śląska saga” Korzeniowskiej to typowy produkt dobrej, nieco zapomnianej szkoły regionalistów lat 80.: książka zrodzona bardziej z potrzeby uporządkowania pamięci niż z marzeń o „wielkiej literaturze”. Tytuł obiecuje powieść, ale dostajemy raczej esej historyczno‑obyczajowy, który próbuje opowiedzieć Śląsk jako całość – nie tyle jako „problem” polityczny, ile jako długie trwanie pewnego stylu życia: między familokiem a plebanią, kopalnią a urzędem, polszczyzną, niemczyzną i gwarą. Autorka nie sili się na akademicką terminologię; pisze z wyraźnym założeniem, że czytelnik zna ten świat choćby z opowieści babki, a ona tylko podsuwa mu ramę, by te rodzinne wspomnienia nie rozsypały się w anegdotach.
Najciekawsze w tej książce jest właśnie to, jak konsekwentnie łączy trzy porządki: historyczny, społeczny i intymny. Korzeniowska nie rekonstruuje Śląska za pomocą dat bitew i nazw traktatów, tylko pokazuje, jak decyzje z gabinetów przekładały się na rytm niedzielnej mszy, na szkolny język dziecka, na nazwisko zapisane w dokumentach. Widać wyraźny rys „instytutowy”: autorka czerpie z lokalnych archiwów, prasy, wspomnień, ale filtruje je przez wrażliwość kogoś, kto nie chce już nikogo rekrutować – ani do „piastowskiego dziedzictwa”, ani do „niemieckiego porządku” – tylko objaśnić, skąd się wzięła śląska nieufność wobec prostych etykietek. Ilustracje i faksymilia pełnią tu rolę małych dowodów rzeczowych: to nie dekoracja, ale potwierdzenie, że za każdym nazwiskiem stoi czyjeś bardzo konkretne życie.
Z dzisiejszej perspektywy „Śląska saga” ma w sobie coś z kapsuły czasu. Powstała w epoce, kiedy narracja o regionie musiała się zmieścić w granicach oficjalnego dyskursu, a jednak sprytni autorzy potrafili przemycić tonację bardziej osobistą, czasem polemiczną przez samo uporczywe trzymanie się szczegółu. Korzeniowska pisze właśnie w ten sposób: bez ostentacyjnej polemiki, ale z wyraźnym przekonaniem, że Śląsk jest zbyt złożony, by dało się go zredukować do „ziemi odzyskanej” albo „peryferii Rzeszy”. Dla kogoś wychowanego na dzisiejszych, politycznie podgrzanych sporach o śląskość lektura tej niepozornej, miękkookładkowej książeczki może być zaskakująco odświeżająca – jak rozmowa z dobrze poinformowanym świadkiem, który nie ma już interesu, by cokolwiek podbarwiać.