Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8321102484
Wysyłka od: 15.00 PLN

Poeci metafizyczni
Autor:

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX, 1981
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: zagięcia okładki

O książce

„Poeci metafizyczni” w wyborze i przekładzie Jerzego S. Sity to książka, która w polskich warunkach funkcjonuje niemal jak mała, kieszonkowa akademia dawnej poezji angielskiej. Nie jest to sucha antologia „kanonu”, lecz raczej próba uchwycenia całego zjawiska w stanie rozproszenia: obok obowiązkowych Donne’ów, Marvellów i Herbertów pojawiają się nazwiska z dalszych rzędów, czasem tylko na chwilę, ale znacząco. Sito interesuje się nie tyle tym, kogo podręczniki ochrzciły mianem „metafizycznego”, ile tym, jak pewien sposób myślenia w wierszu — koncept, paradoks, teologiczna dialektyka połączona z cielesnością — krąży po XVII-wiecznej Anglii i poza nią. W efekcie książka tworzy mapę napięć między erosem a eschatologią, scholastyką a doświadczeniem prywatnym, intelektualną łamigłówką a bardzo konkretnym drżeniem ciała.

We wstępie redaktor odgrywa rolę nie tyle filologa, co cierpliwego przewodnika po nie swoim mieście: tłumaczy konteksty teologiczne, obyczajowe, a przede wszystkim to, co dla współczesnego polskiego czytelnika jest najbardziej obce — mieszaninę nabożności i zmysłowości, w której metafora religijna nie boi się materii, a miłosna nie boi się dogmatu. Ten komentarz ma wyraźnie polemiczny ton wobec polskiego stereotypu „poezji religijnej” jako gatunku z natury gładkiego i poprawnego. U Sity metafizycy są raczej myślicielami w stanie kryzysu, którzy używają wiersza jak narzędzia eksperymentalnego: sprawdzają, ile można wytrzymać, łącząc logikę z afektem. Antologia jest tak ułożona, by czytelnik nie „odhaczał” nazwisk, lecz widział, jak poszczególne rozwiązania stylistyczne i intelektualne przechodzą z wiersza do wiersza — jakby oglądał rozwój jednego, upartego sposobu mówienia.

Osobną sprawą są przekłady. Sito nie udaje, że da się przełożyć metafizyczny koncept z chirurgiczną wiernością: wybiera ekwiwalent, nie kalkę. Tam, gdzie oryginał gra ryzykiem, tłumaczenie również pozwala sobie na ostre spięcia składni, na rymy nieoczywiste, na obraz, który wydaje się „za mocny” względem współczesnej polszczyzny religijnej. Dzięki temu tom nie jest muzeum kuriozów ze złotego wieku angielskiej poezji, lecz zbiorem nadal gryzącym — momentami zaskakująco aktualnym, jeśli chodzi o nieufność wobec łatwych pocieszeń. Dla czytelnika, który zna metafizyków tylko z przypisów do Eliota, to antidotum na szkolny stereotyp; dla kogoś wychowanego na polskiej liryce religijnej — dość zbawienny szok poznawczy.