Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8306023749
Wysyłka od: 15.00 PLN

Nowojorska bohema
Autor: Ronald Sukenick

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1995
Okładka: twarda 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Nowojorska bohema” Sukenicka to coś w rodzaju półprywatnej kroniki podziemia, spisanej przez człowieka, który nie stoi w bibliotecznej czytelni, tylko w zadymionym barze na rogu. To nie jest „historia ruchów artystycznych w XX wieku”, tylko zapis przepływu energii między ludźmi, lokalami i ideami – od beatników po punk, od Pollocka po Warhola, od Ginsberga po Lou Reeda. Sukenick interesuje przede wszystkim to, jak żyło się w tej kontrkulturze: gdzie się siedziało, z kim piło, jak się mówiło i o co się kłóciło. Daty i fakty są tu wtórne wobec atmosfery: miasto pulsuje jak wielki klub, w którym na zmianę grają jazz, rock i hałas ulicy.

Autor pisze w trybie uczestniczącego świadka – nie pretenduje do obiektywizmu, raczej do wiarygodnego stronniczości. Narracja jest poszarpana, pełna dygresji, powrotów, nieoczekiwanych skrętów – ale to nie jest przypadkowy chaos, tylko forma dopasowana do materii, tak jak proza beatników była dopasowana do swoich bohaterów. „Nowojorska bohema” stoi więc bliżej eseistycznego pamiętnika niż klasycznego reportażu: mieszanka plotki, anegdoty, notatnika z klubów, prywatnej historii sztuki i muzyki. Czytelnik, który oczekuje klarownego podziału na rozdziały „beat – pop-art – punk”, będzie się zżymał; ten, który pozwoli się wciągnąć w wir sceny, dostanie panoramę o wiele żywszą niż niejedna akademicka synteza.

W polskim kontekście książka ma walor podwójny. Po pierwsze, jest przewodnikiem po fizycznej i mentalnej geografii Nowego Jorku: Greenwich Village, galerie, podziemne kluby, redakcje małych pism, mieszkania, w których rodziły się idee, które później – z dużym opóźnieniem – filtrowały do Europy Wschodniej. Po drugie, uświadamia, jak mocno amerykańska kontrkultura była spleciona z codziennością: nie jako „ruch” z podręcznika, ale sieć biografii, kompromisów, przegranych i kilku nieoczekiwanych zwycięstw. Wydanie PIW‑u z połowy lat 90. działa dziś trochę jak butelka wyrzucona z tamtej epoki: otwieramy ją i dostajemy nie tylko opowieść o Ginsbergu czy Warholu, lecz o samym micie „undergroundu”, który – jak pokazuje Sukenick – był zawsze mniej romantyczny, a bardziej ludzki, niż lubią to przedstawiać późniejsze legendy.