Cyfrowa katastrofa
Autor: Eric Meyer, Christie Kerdellant
Wydawnictwo: Sonia Draga, 2008
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Cyfrowa katastrofa” to ten rodzaj thrillera, w którym autorzy z rozkoszą pastwią się nad naszą naiwną wiarą w nieomylność infrastruktury cyfrowej. Meyer i Kerdellant traktują świat jako wielką sieć podatną na zarażenie – ale zamiast klasycznego techno-bełkotu dostajemy raczej political fiction z domieszką teorii spiskowej i paroma mniej oczywistymi atrakcjami: od elektrowni atomowych po wodociągi, od sal tradingowych po… ogrody Le Nôtre’a. To książka pisana jeszcze w epoce zachwytu nad „cyfryzacją wszystkiego”, ale już z dobrze wyczuwalnym lękiem, że każdy taki zachwyt kończy się rachunkiem do zapłacenia.
Najciekawszy jest tu sposób połączenia trzech porządków: informatycznego, religijno‑filozoficznego i historyczno‑architektonicznego. Wirus, tylne furtki i klucz komputerowy mogą brzmieć jak standardowy rekwizyt thrillera IT, ale kiedy nagle obok nich pojawia się matematyczna formuła „dowodząca istnienia Boga” i topografia Wersalu, książka wychodzi poza konwencję prostego pościgu za pendrivem. Można odnieść wrażenie, że autorzy próbują zasugerować, iż struktura kodu, ogrodu i teologicznego dowodu podlega podobnym rygorom: symetrii, hierarchii, ukrytym osiom. To zderzenie jest może zbyt efektowne, by było całkiem przekonujące, ale literacko intrygujące – coś na skrzyżowaniu Crichtona z Danem Brownem, tylko mocniej osadzone w europejskim pejzażu.
Postać Emmy Shannon skonstruowana jest według reguł gatunku: kompetentna specjalistka wciągnięta w globalny kryzys, zmuszona do współpracy z dawnym znajomym, tym razem Francuzem, co dodaje całości lekko ironicznego posmaku staroatlantyckich napięć. Nie czyta się tego dla psychologicznych subtelności, lecz dla samej orkiestracji zagrożeń: autorzy z premedytacją wyciągają wszystkie lęki późnego XX wieku – terroryzm, uzależnienie od sieci, kruchość infrastruktury krytycznej – i testują, ile może wytrzymać cywilizacja oparta na serwerach i algorytmach. Dziś, po Snowdenie, ransomware i wojnach hybrydowych, wiele elementów fabuły brzmi raczej jak realistyczne ostrzeżenie niż fantazja; w tym sensie „Cyfrowa katastrofa” starzeje się ciekawie, bardziej jako dokument epoki lęków przed „wielkim blackoutem” niż tylko jako kolejny technothriller.