Porwanie
Autor: Mark Gimenez
Wydawnictwo: Sonia Draga, 2007
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Porwanie” Gimeneza zaczyna się jak klasyczny thriller o zaginionym dziecku, ale autorowi bliżej tu do tradycji amerykańskiej powieści obyczajowo-sądowej niż do prostego „sensacyjniaka z okładki kiosku”. W centrum stoi Ben Brice – weteran Wietnamu, rozbity alkoholik mieszkający na pustkowiu Nowego Meksyku, bohater na tyle zniszczony, że jego udział w ratowaniu wnuczki od początku podszyty jest czymś więcej niż zwykłą „misją ratunkową”. To nie tylko pościg za porywaczami, lecz próba odkupienia własnej przeszłości; Gimenez chętnie korzysta z tej figury – mężczyzny, który z wojny wrócił ciałem, ale nie psychicznie – i na niej buduje emocjonalny ciężar książki.
Najmocniejszy element powieści to właśnie splot thrillera z dramatem rodzinnym. Porwanie Gracie wydobywa na wierzch stare urazy, zaniedbania, przemilczenia między ojcem, synem i synową – jakby ktoś jednocześnie włączył syreny alarmowe i nagrał rodzinę ukrytą kamerą. John, informatyk stojący u progu giełdowego sukcesu, jest w pewnym sensie dzieckiem innej Ameryki niż Ben: start‑upowej, nastawionej na rozwój, ufającej technologii i rynkowi. Zderzenie tych dwóch męskich modeli – zdemobilizowanego żołnierza i korporacyjnego „zwycięzcy” – tworzy podskórne napięcie, którego nie załatwią ani FBI, ani oddziały specjalne. Dziewczynka, choć fabularnie „uprowadzona”, paradoksalnie scala rodzinę, zmuszając ją do konfrontacji z tym, czego wyparcie było dotąd wygodne.
Gimenez, jak to u niego bywa, nie poprzestaje na prywatnej tragedii; porwanie szybko odsłania większą konstrukcję: w tle majaczy rządowy spisek, interesy sięgające Kapitolu, a kwestia giełdowej przyszłości firmy Johna okazuje się czymś więcej niż ozdobnikiem biogramu. Autor ma rękę do tworzenia realistycznych kulis – czy to wojskowych, czy korporacyjno‑politycznych – i choć miejscami pozwala sobie na grubo ciosane zbiegi okoliczności, nadrabia tempem i instynktem dramaturgicznym. Dla czytelnika przyzwyczajonego do eleganckich, chłodnych kryminałów skandynawskich „Porwanie” może wydać się nazbyt filmowe, ale to właśnie jego walor: to proza stworzona do pochłonięcia w dwóch wieczorach, a jednocześnie wystarczająco gęsta, by po zamknięciu książki zostało w pamięci coś więcej niż same zwroty akcji – choćby posmak pytania, ile z wojennych i politycznych „tajemnic państwowych” wchodzi później tylnymi drzwiami do życia zwykłych rodzin.