Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788308028629
Wysyłka od: 15.00 PLN

Poezje
Ekstaza o wschodzie słońca

Autor: Czesław Miłosz, Marian Stala

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1999
Okładka: twarda 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

To jeden z tych tomów, które trudno nazwać „wyborem poezji” – to raczej precyzyjnie zaaranżowana przestrzeń Miłoszowego świata, w której Marian Stala pełni rolę cichego, ale bardzo wymagającego kustosza. Układ obejmujący drogę od Trzech zim po Pieska przydrożnego pozwala zobaczyć, jak z poety młodzieńczo katastroficznego wyrasta autor późnych, eseistycznych medytacji, nie przez referat o „ewolucji stylu”, lecz przez samo zderzenie głosów z różnych dekad. Czytelnik nie dostaje więc Miłosza „do szkoły”, tylko Miłosza w całym kłopocie jego metafizycznych natręctw – z fascynacją światem i jednoczesną nieustanną odmową zgody na jego ostateczny sens.

Wejście Stali jako interpretatora jest tu czymś więcej niż wstępem. On nie doczepia do wierszy aparatu krytycznego, ale proponuje klucz: „ekstazę o wschodzie słońca” jako figurę napięcia między zachwytem istnieniem a poczuciem jego niedosiężności. Stala z uporem tropi powracające obrazy – ogród, rzeka, drzewo, ptak, obłok – i pokazuje, że nie są to chwile przyrody, lecz znaki, za pomocą których Miłosz rozgrywa swoje prywatne spory z czasem, z Bogiem, z ciałem i pamięcią. W efekcie wiersze, które wielu czytelnikom spowszedniały w szkolnym obiegu, odzyskują ostrość; okazuje się, że wciąż można je czytać „na serio”, bez redukowania ich do paru cytatów podkreślonych żółtym zakreślaczem.

W obrębie serii „Klasycy Nowoczesnej Literatury” ten tom zajmuje miejsce szczególne: jest jednocześnie podręcznym Miłoszem i dyskretną monografią jego wyobraźni. Twarda oprawa i niemal pięćset stron działają tu trochę jak deklaracja: to książka do posiadania, do powracania, a nie jednorazowej lektury. Dla kogoś, kto chce mieć Miłosza „w jednym woluminie”, ale nie ufa antologiom skrojonym pod szkolny kanon, jest to wybór niemal wzorcowy – bo zamiast wygładzać sprzeczności, eksponuje je i pozwala prześledzić, jak z chłopca zapatrzonego w ogród nad Niewiażą wyrasta starzec, który nadal – z uporem godnym lepszej sprawy – zachwyca się wschodem słońca, nie wierząc już do końca nikomu, kto obiecuje mu porządek wszechświata.