Miłość Staropolska
wzory, uczuciowość, obyczaje erotyczne XVI-XVIII wieku
Autor: Zbigniew Kuchowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie, Łódź, 1982
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Miłość staropolska” to ta odmiana historii obyczajów, którą dziś coraz rzadziej się uprawia: szeroka, trochę barokowa, z rozmachem kronikarza i uporem archiwisty. Kuchowicz nie pisze o „miłości” w sensie sentymentalnym, lecz traktuje ją jak zjawisko kulturowe: od teologów i kaznodziejów, przez poetów i satyryków, aż po sądowe akta o „nieobyczajność”. Zamiast gładkiej opowieści dostajemy gęstą sieć głosów – kaznodzieja piętnuje, poeta idealizuje, medyk tłumaczy humory ciała, a w tle uparta, cielesna codzienność szlachty, mieszczan i chłopów robi swoje.
Moc tej książki leży w tym, że Kuchowicz nie zadowala się kilkoma malowniczymi anegdotami o „hulaszczej szlachcie”, lecz pokazuje staropolską erotykę jako spójny system norm, wyobrażeń i praktyk: od języka listów miłosnych i wzorów adoracji, przez małżeńską kalkulację, po ludowe przesądy i praktyki „ochronne”. Podkreślana przez autora swoistość polskiego modelu – ani w pełni „zachodniego”, ani „wschodniego”, z osobliwą mieszaniną sarmackiej rubaszności, katolickiej surowości i realnego erotycznego temperamentu – brzmi czasem polemicznie wobec utrwalonego obrazu „pobożnej Rzeczypospolitej”. Przy tym badacz umie korzystać z materiału źródłowego: cytaty bywają długie, ale nie ornamentalne, służą raczej temu, by czytelnik usłyszał tamtą polszczyznę, a nie tylko interpretację historyka.
Dziś, po dekadach rozwoju gender studies i historii prywatności, Kuchowicz niekiedy razi kategorycznością i pewną wiarą w „narodowy charakter” miłości, ale właśnie ta praca należy do tych, które otwierały drogę późniejszym, bardziej wysublimowanym analizom. To nie jest książka do poduszki, raczej solidny tom, do którego zagląda się fragmentami: raz po obraz obyczajów mieszczańskich, innym razem po cytat z kazania czy traktatu moralnego. Dla czytelnika przyzwyczajonego do gładkiej, syntetycznej narracji może wydać się przeładowana, ale dla kogoś, kto lubi brodzić po kolana w źródłach – to jedno z podstawowych, choć dziś już trochę zapomnianych, kompendiów o tym, jak Polacy w epoce sarmackiej kochali, pożądali i udawali, że tego nie robią.