Biblia w świecie mitów
Autor: Ks. Tomasz Jelonek
Wydawnictwo: PETRUS, Kraków, 2015
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Biblia w świecie mitów” to książka napisana z wyraźnym zamiarem uporządkowania pojęć, które w debacie publicznej od dawna funkcjonują jak niechlujnie pomieszane szuflady: „mit”, „historia”, „objawienie”, „bajka”. Jelonek – kapłan, ale zarazem uczony – nie pisze tu ani apokaliptycznego paszkwilu na „mityzujących” biblistów, ani gorliwego manifestu demitologizacyjnego. Bardziej przypomina cierpliwego bibliotekarza, który wyciąga z rąk czytelnika potoczny, zużyty termin „mit” i pokazuje, że to nie jest etykietka na wszystko, co się nam nie zgadza z podręcznikiem do fizyki, lecz odrębny, bardzo wymagający sposób mówienia o świecie. W tym sensie książka jest próbą rehabilitacji mitu – nie przeciw Biblii, lecz w jej sąsiedztwie.
Na tle literatury religioznawczej Jelonek stoi bliżej tradycji wykształconej na gruncie katolickiej egzegezy niż modnych, syntetycznych kompendiów „mitów świata”. Interesuje go przede wszystkim to, jak biblijni autorzy korzystają z tworzywa, którym oddychała ich epoka: kosmogonie, opowieści o potopie, symbolika węża, wody, góry. Pokazuje, że Biblia nie rodzi się w próżni, ale nie rozmywa się też w niekończącej się grze wariantów – ma odwagę wejść w istniejący język mitu i użyć go po swojemu, przesuwając akcent z cyklicznego kosmicznego dramatu na historię Przymierza, odpowiedzialność, dialog z Bogiem. W efekcie zamiast prostego „Biblia to tylko mit” albo „Biblia nie ma z mitem nic wspólnego” otrzymujemy coś znacznie mniej wygodnego: konieczność nauczenia się czytania tekstu, który świadomie korzysta z formy mitycznej, a jednocześnie ją przekracza.
Cenną cechą tej książki jest jej ton: autor nie ucieka w kaznodziejstwo, ale też nie udaje, że pisze neutralny, laboratoryjny traktat. To raczej wykład profesora, który zna i Bultmanna, i Eliadego, ale tłumaczy wszystko tak, żeby student pierwszych lat teologii, inteligentny katecheta czy po prostu czytelnik zmęczony publicystycznymi „sensacjami” biblijnymi mógł wyjść z lekturą bogatszy o narzędzia, a nie tylko o kolejny zestaw cytatów. Jelonek prostuje teorie pseudonaukowe bez piany na ustach, spokojnie pokazując, gdzie brak rozróżnienia między gatunkiem literackim a prawdą tekstu rodzi albo fundamentalistyczne lęki, albo tanie demaskacje. Nie jest to praca rewolucyjna, ale w polskim kontekście bardzo potrzebna – bo uczy, że poważne traktowanie Biblii zaczyna się nie od głośnych deklaracji wiary lub niewiary, lecz od pokornego pytania: jakim językiem ten tekst w ogóle do nas mówi.