Wielki atlas lasów
Autor: Jan Jeník
Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 1983
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Wielki atlas lasów” Jeníka to typowy produkt pewnej epoki – czasu, gdy jeszcze wierzono, że świat da się w miarę porządnie skatalogować w jednym, ciężkim tomie. To książka z ducha encyklopedyczna, ale na szczęście nie muzealna: autor nie traktuje lasu jak skansenu drzew, lecz jak złożony organizm, w którym drzewa są tylko najbardziej rzucającym się w oczy elementem. Mamy tu spojrzenie ekologa, nie leśniczego‑księgowego – ważne są warstwy runa, mikroklimat, sukcesja, zależności między gatunkami, a nie wyłącznie „zasób drewna na pniu”. Ten atlas jest więc – mimo formy „albumu” – próbą opowiedzenia o lesie jako o systemie, a nie o zbiorze pięknych widokówek.
Największą wartością książki jest jej wizualność połączona z porządkiem myślowym. Kolorowe tablice, fotografie, przekroje, mapy stref roślinnych – wszystko to jest podporządkowane idei: pokazać różne typy lasów świata i ich wewnętrzną logikę. To nie jest lekka, „kawowa” publikacja do przewracania w przerwie na herbatę; ilustracje wymagają czytelnika, który chce rozumieć, co widzi. Na tle współczesnych albumów przyrodniczych, często nastawionych na efektowność, tom Jeníka wyróżnia się tym, że każdy obraz jest tu argumentem, a nie tylko ozdobą. Czuć też szkołę środkowoeuropejskiej botaniki: skrupulatność, umiłowanie klasyfikacji i pewien dydaktyczny ton, który dziś może wydawać się staroświecki, ale bywa nadzwyczaj klarowny.
Dla współczesnego czytelnika „Wielki atlas lasów” ma podwójne znaczenie. Po pierwsze – nadal spełnia rolę solidnego przewodnika po typach lasów i podstawach ekologii leśnej; wiele z fundamentalnych opisów się nie zestarzało, bo drzewa nie podporządkowały się modom naukowym. Po drugie – jest dokumentem myślenia sprzed epoki lęku klimatycznego: las traktuje się tu jako coś trwałego, choć dynamicznego, a nie jako pacjenta na oddziale intensywnej terapii. Czytany dziś, atlas Jeníka działa trochę jak panoramiczne zdjęcie świata, który właśnie zaczęliśmy trwonić – i być może dlatego warto go mieć nie tylko jako narzędzie, ale i jako memento.