Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788370332419
Wysyłka od: 15.00 PLN

Na zachód od domu niewoli
Autor: Arcybiskup Józef Życiński

Wydawnictwo: W drodze, 1997
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Na zachód od domu niewoli” to jedna z tych książek, które starzeją się wolniej niż epoka, o której mówią. Życiński – zamiast bić w znane od lat kaznodziejskie dzwony – traktuje polską transformację jak wielkie, nie do końca udane „Exodus”: lud wyszedł z Egiptu, ale już po kilku krokach zaczyna tęsknić za garnkami mięsa. W jego szkicach czuć, że koniec komunizmu nie jest tu żadnym „happy endem”, a raczej początkiem kłopotliwego pytania: co zrobić z tą wolnością, którą dostaliśmy i której psychicznie ani kulturowo nie potrafimy udźwignąć. Tytułowe „na zachód” nie oznacza więc ani geograficznego kierunku, ani zachwytu Zachodem – raczej przesunięcie się w stronę świata, w którym wolność bardzo łatwo zamienia się w bezdomność.

Atutem książki jest nie tyle teologiczna erudycja autora (tej zresztą nie brakuje), co jego rzadki jak na kościelne pióro tamtych lat słuch społeczny. Życiński dostrzega, że po 1989 roku niewola nie zniknęła, tylko subtelnie się przebrała: zamiast cenzora pojawia się rynek, zamiast ideologii – agresywny konsumpcjonizm, zamiast jedynie słusznej doktryny – przymus „bycia jak wszyscy”. Z podobną podejrzliwością przygląda się Kościołowi – nie jako instytucji z marmuru, lecz zlepionej z różnych, czasem wzajemnie podejrzliwych nurtów. Jego obrona pluralizmu wewnątrzkościelnego brzmi chwilami bardziej jak tekst liberalnego filozofa niż arcybiskupa, co w kontekście późniejszej polaryzacji życia religijnego nadaje książce posmak proroctwa, a nie publicystyki interwencyjnej.

Czytane dziś, te szkice mogą sprawiać wrażenie listu z dawnej Polski, w której dopiero uczono się słowa „transformacja”. A jednak wiele diagnoz – zwłaszcza dotyczących „bezdomności kulturowej” i rozchwianej tożsamości – brzmi zaskakująco aktualnie; jedynie dekoracje się zmieniły: miejsce telewizji zajęły media społecznościowe, ale mechanizmy ucieczki i osamotnienia pozostały te same. „Na zachód od domu niewoli” nie jest lekturą dla tych, którzy szukają prostej apoteozy Kościoła ani równie prostego aktu oskarżenia wobec nowoczesności. To raczej książka dla czytelnika, który akceptuje fakt, że po 1989 roku wyszliśmy z jednego domu niewoli, by odkryć całą dzielnicę nowych – bardziej eleganckich, ale wcale nie mniej skutecznych.