Wojna Boga
Autor: Henryk Piecuch
Wydawnictwo: Exlibris, Warszawa, 2004
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Wojna Boga” Piecucha wygląda jak książka napisana dokładnie w tamtym gorączkowym momencie dziejowym, gdy po 11 września cały świat nauczył się na pamięć słowa „Al-Kaida”, ale jeszcze niewielu rozumiało jego genezę. Autor, były oficer i kronikarz służb, nie podchodzi do tematu jak akademik, raczej jak człowiek przyzwyczajony do patrzenia na wydarzenia przez filtr wywiadu i kontrwywiadu. Interesuje go nie tyle „cywilizacja islamu”, ile to, jak z tego olbrzymiego, wielowiekowego zjawiska wydestylowano wąski, fanatyczny nurt – i kto pomagał w tej destylacji z przyczyn zupełnie niereligijnych. Tytułowe „wojowanie po gwiaździstym sztandarem” umieszcza Polskę w niezbyt zaszczytnej roli uczestnika cudzego projektu geopolitycznego.
Piecuch ma jedną zasadniczą obsesję: powiązania. Terroryzm jako narzędzie państw, „ruchy wyzwoleńcze” jako poligon dla służb specjalnych, bojownicy jako pionki na planszy, którą rozkładają raz KGB, raz CIA, raz rozmaite arabskie i europejskie struktury. Z tego punktu widzenia radykalny islamizm nie jest dla niego metafizyczną „ciemnością”, ale konsekwencją szeregu bardzo przyziemnych decyzji operacyjnych, finansowań, szkoleń, cichego przyzwolenia. W tle pobrzmiewa teza niewygodna dla obu stron zimnowojennego mitu: że terroryści bywali forpocztą zarówno komunizmu, jak i liberalnej demokracji, zależnie od tego, kto akurat rozdawał broń i paszporty dyplomatyczne.
Na tle klasycznych zachodnich analiz islamizmu książka Piecucha jest bardziej publicystyczna, chwilami zbyt kategoryczna, ale ma jedną zaletę, którą współczesne opracowania często tracą: nie udaje niewinności. Autor nie moralizuje nad „fanatyzmem Wschodu”, tylko z uporem przypomina, że każda wojna religijna ma w archiwach grubą teczkę z podpisem „operacja specjalna”. Polska obecność w Iraku jawi się tu nie jako „misja cywilizacyjna”, lecz jako epizod w dłuższej historii używania religii i terroryzmu do porządkowania świata pod cudzy interes. Lektura dziś ma wartość może nie tyle poznawczą, co trzeźwiącą: uczy podejrzliwości wobec wszelkich opowieści o „świętych wojnach”, niezależnie od tego, kto właśnie niesie sztandar.