Zdobycie Mount Everestu
Autor: John Hunt
Wydawnictwo: AT, 1994
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Zdobycie Mount Everestu” Hunta jest trochę jak świetnie poprowadzony dziennik sztabu generalnego – tyle że zamiast frontu mamy lodospad Khumbu, a zamiast map sztabowych – schematy obozów, zapasów tlenu i grafików aklimatyzacji. Hunt pisze z perspektywy dowódcy ekspedycji, nie romantycznego samotnika; interesuje go przede wszystkim, jak tę machinę złożoną z ludzi, sprzętu i politycznych oczekiwań doprowadzić na szczyt świata, i to przed kimkolwiek innym. W tle cały czas tyka zegar imperium – wyprawa z 1953 roku to w istocie pożegnalny fajerwerk brytyjskiej potęgi, ostatnia wielka imperialna demonstracja sprawności organizacyjnej i „character”. Książka znakomicie pokazuje właśnie tę mentalność: chłodną, hierarchiczną, uporządkowaną, bardziej inżynieryjną niż romantyczną.
Suchość i rzeczowość, które niektórych czytelników dziś nużą, były w swoim czasie niemal cnotą – to ujęcie „Everestu jako problemu do rozwiązania”, niemal projekt inżynieryjno-medyczny, z wyliczeniami tlenu, obciążenia, diety, wysokości, marginesu błędu. W porównaniu z późniejszymi, bardziej osobistymi relacjami himalajskimi (Cho Oyu, Annapurna, polskie wyprawy zimowe) książka Hunta ma charakter oficjalnego raportu: każdy ma swoje miejsce, indywidualne dramaty są dyskretnie tonowane, a nawet sam triumf Hillary’ego i Tenzinga zostaje włączony w narrację o sukcesie zespołu i – nie oszukujmy się – brytyjskiego planu. To podejście dziś może się wydawać zbyt grzeczne wobec historii, ale zyskujemy dzięki niemu unikatowy „przekrój” logistyki epoki: ciężkie butle tlenowe, oblężnicza taktyka kolejnych obozów, wiara w medycynę wysokościową jako tarczę przeciwko kaprysom góry.