Ameryka na rozdrożu
Autor: Francis Fukuyama
Wydawnictwo: Rebis, 2006
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Ameryka na rozdrożu” to książka napisana trochę w tonie spóźnionego rachunku sumienia – ale nie przez skruszonego pacyfistę, tylko przez człowieka, który przez lata należał do grona intelektualnych sponsorów amerykańskiej potęgi. Fukuyama, autor głośnego „Końca historii”, tym razem wraca do własnego środowiska – neokonserwatystów – jak ktoś, kto zna wszystkie wejścia od kuchni i z pewnym zakłopotaniem musi przyznać, że z tej kuchni wyszła potrawa niejadalna. Interesuje go nie tylko spektakularne fiasko wojny w Iraku, lecz źródła intelektualne całego projektu: przekonanie o „życzliwej hegemonii” USA, wiara w możliwość szybkiej inżynierii instytucjonalnej oraz mit, że liberalna demokracja jest produktem łatwo eksportowalnym jak oprogramowanie w pudełku.
Na tle literatury reagującej na 11 września i Irak, książka wyróżnia się tym, że nie jest ani moralnym aktem oskarżenia, ani lojalistyczną apologią. Fukuyama wchodzi w hermetyczny świat neokonserwatyzmu – od korzeni w sporach z lat 70., przez idee zimnowojenne, po ich groteskowe przerysowanie w administracji Busha – i pokazuje, jak doktryna realnie przydatna jako korekta wobec cynicznego realizmu zamieniła się w ideologiczny automat. Przekonujący jest zwłaszcza moment, w którym autor oddziela ziarno od plew: rozróżnia sensowną obronę demokracji i wolnego rynku od maniakalnego przekonania, że interwencja militarna jest uniwersalnym kluczem do „normalizacji” całych regionów świata. W tym sensie to książka o degeneracji idei przez władzę, napisana przez kogoś, kto był emocjonalnie inwestowany w jej pierwotną wersję.
Najciekawsza jest jednak propozycja wyjścia z impasu – nie rewolucyjna, lecz boleśnie trzeźwa. Fukuyama nie porzuca wiary w liberalną demokrację ani w rolę USA, ale próbuje przesunąć punkt ciężkości z misjonarskiego unilateralizmu na coś bliższego konserwatywnemu sceptycyzmowi: świadomość ograniczeń siły, konieczność instytucji międzynarodowych, znaczenie lokalnych uwarunkowań kulturowych. Można się z nim spierać, czy to naprawdę „rozprawa z neokonserwatyzmem”, czy raczej próba ocalenia jego szlachetniejszych elementów z ruin Iraku, ale jako autokrytyka środowiska – rzadko spotykana w amerykańskiej debacie – książka ma znaczenie trwałe. Dziś czyta się ją trochę jak dokument epoki, w której Waszyngton był przekonany, że historia naprawdę się skończyła i wystarczy dopchnąć resztę świata do finału czołgami.