O filmie włoskim
Autor: Halina Laskowska, Stanisław Grzelecki
Wydawnictwo: Filmowa Agencja Wydawnicza, 1955
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„O filmie włoskim” Laskowskiej i Grzeleckiego to książka napisana z tej osobliwej perspektywy: Warszawa roku 1955 patrzy na Rzym, Neapol i Turyn, próbując zrozumieć, dlaczego po wojnie właśnie tam kino odżyło najszybciej i najuczciwiej. Nie jest to więc sucha historia kinematografii, raczej rodzaj raportu intelektualnego – jak polski środowiskowy odbiorca przyswajał neorealizm, co z Rosselliniego i De Siki chciał widzieć, a czego już lepiej było nie nazywać po imieniu. Autorzy dotykają przedwojennego włoskiego kina trochę „z obowiązku”, ale właściwa stawka zaczyna się dopiero po roku 1945, gdy z ruin i biedy wyłania się kino, które pokazuje świat tak, jak oficjalne kinematografie wolałyby go nie widzieć.
Ciekawe jest, że książka powstaje na styku dwóch porządków: z jednej strony obowiązująca doktryna realizmu socjalistycznego, z drugiej – autentyczna fascynacja spontanicznym, ulicznym, moralnie nieposprzątanym realizmem włoskim. Laskowska i Grzelecki czytają neorealizm przez pryzmat polski: interesuje ich nie tylko forma (gra z naturszczykami, lokalne plenery, światło dzienne zamiast studyjnego blichtru), ale i to, na ile włoskie filmy „nadają się” do interpretacji społeczno politycznej. Z dzisiejszej perspektywy czuć w tym tekście napięcie między admiracją a koniecznością uporządkowania zjawiska w kategoriach ówczesnego dyskursu – właśnie to nadaje książce historyczną wartość; czytamy nie tylko o kinie włoskim, lecz także o ówczesnym polskim myśleniu o filmie.
Na tle późniejszych, obszernych monografii, ta niewielka, ilustrowana rzecz z Filmowej Agencji Wydawniczej ma urok dokumentu czasu: widać jeszcze niekanonizowany neorealizm, żywy, nieco podejrzany, ale już uznany za punkt odniesienia. Styl pisania stoi bliżej krytyki prasowej niż akademickiego traktatu, dzięki czemu książka może dziś służyć jako przewodnik po tym, jak w połowie lat 50. tłumaczono polskiemu czytelnikowi fenomen „Rzymu, miasta otwartego”, „Złodziei rowerów” czy powojennych komediodramatów. Dla badacza – źródło do historii recepcji; dla miłośnika kina – kawałek epoki, gdy o filmie włoskim pisało się z mieszaniną poczucia misji i zazdrosnej fascynacji.