333 rośliny ogrodowe
Autor: Martin Haberer
Wydawnictwo: RM, 2014
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„333 rośliny ogrodowe” Haberera to typowy przedstawiciel gatunku, który ogrodnicy-amatorzy trzymają nie na półce z literaturą piękną, lecz w koszyku razem z rękawicami i sekatorem. To nie jest album do kontemplowania przy lampce wina, tylko narzędzie – kieszonkowy klucz do tego, co posadzić, gdzie, i czy przeżyje zimę. Haberer robi to, co w takim formacie najtrudniejsze: upycha maksimum treści na minimalnej przestrzeni, rezygnując z gawędy na rzecz porządku, skrótu i bezlitosnej selekcji. Stąd alfabetyczny układ, jednolity schemat opisów i podporządkowanie wszystkiego jednej funkcji: pomóc wybrać roślinę, a nie ją „opiowiadać”.
Najciekawsze w tej książce jest to, jak bez wielkich słów buduje ogrodniczą świadomość. Piktogramy wskazujące termin kwitnienia, stanowisko, wysokość czy zimowanie działają jak mały kurs czytania krajobrazu: po kilku godzinach z tą książką czytelnik zaczyna myśleć kategoriami warunków siedliskowych, a nie tylko „ładne–nieładne”. To podejście bliższe dobrym niemieckim atlasom ogrodniczym niż polskim poradnikom z obowiązkowym rozdziałem „magia ogrodu”. Haberer nie idealizuje roślin – zwraca uwagę na trującość, ekspansywność, granulując entuzjazm praktycznymi ostrzeżeniami. Efekt jest taki, że zamiast wzdychania do zdjęć dostajemy chłodne, rzeczowe partnerstwo: ty masz działkę, te rośliny mają swoje wymagania, dogadajcie się.
Ograniczenie do 333 gatunków wymusza pewien kanon – to raczej katalog „klasyków rabaty” niż biblia kolekcjonera rzadkości. Miłośnik botanicznych ekstrawagancji będzie kręcił nosem, ale ktoś, kto chce po prostu sensownie obsadzić ogród przydomowy, dostaje całkiem solidną bazę. W polskich warunkach wydawniczych, gdzie wiele podobnych książek cierpi na albo nadmiar lakoniczności, albo nadmiar poetyckiej waty, Haberer plasuje się w środku – bliżej porządnego, użytkowego atlasu niż magazynowego „inspiration book”. To pozycja, którą realnie się zużywa: od częstego otwierania, porównywania piktogramów i chodzenia z nią po ogrodzie, a nie od stania na półce obok „Sztuki układania bukietów”. I to jej największa zaleta.