Chuck Norris. Z półobrotu
Wydawnictwo: In Rock, 2006
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Chuck Norris. Z półobrotu...” to książkowy ślad po jednym z pierwszych globalnych zrywów internetowego humoru, który w Polsce dotarł mniej więcej równolegle z modemowym piskiem łączy. Zanim słowo „meme” trafiło na koszulki w sieciówkach, istniały „Chuck Norris facts” – krążące po forach, mailach i pierwszych portalach zbiory przesadnych „prawd”, w których aktor klasy B urastał do rangi bóstwa popkultury. Ten tomik jest właśnie próbą złapania w okładki czegoś, co z definicji było ulotne, powtarzalne i zbiorowe.
Nie ma tu fabuły ani klasycznych anegdot; jest raczej katalog hiperboli – literacki trening z użyciem jednego tylko ćwiczenia: przesady doprowadzonej do obsesji. Chuck Norris nie jest postacią, lecz figurą retoryczną: to imię własne użyte jako jednostka miary absurdu. Można się uśmiechnąć, widząc, jak ta internetowa gwara próbuje odnaleźć polski idiom – tłumaczenia, lokalne wstawki, rytm krótkich ciosów‑puent. W pewnym sensie książka funkcjonuje jak papierowy zrzut ekranu epoki Gadu‑Gadu i „Śmiesznych linków”, zanim kultura sieci rozpłynęła się w nieskończonym scrollowaniu.
Jako literatura to oczywiście drobiazg, ale jako artefakt – całkiem ciekawa ciekawostka. Dla młodszych czytelników może być to zagadkowy relikt czasów, gdy żart internetowy miał zaczyn i koniec, a nie bezkresny feed; dla tych, którzy pamiętają pierwsze „fakty”, będzie to rodzaj sentymentalnej kapsuły czasu. Książka jest dowodem, że nawet najlżejszy żart, jeśli tylko przejdzie przez wystarczająco wiele monitorów, prędzej czy później wyląduje na papierze – a antykwariusze za dwadzieścia lat będą się zastanawiać, jak to się stało, że Chuck Norris trafił na półkę obok Mrożka i Barei.