Absurdy RP 3 i 1/2
Autor:
Wydawnictwo: Vesper, 2011
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Absurdy IV RP” to taki późny krewny PRL-owskich „humorów z zeszytów”, który dorósł w epoce konferencji prasowych i pasków w telewizji informacyjnej. Maślanka obchodzi się z IV Rzeczpospolitą jak z wielkim laboratorium lapsusów: nie interesuje go „wielka historia”, tylko to, co wycieka z niej w postaci bon motów, niefortunnych sformułowań, groteskowych rytuałów życia publicznego. Wbrew pozorom nie jest to więc tylko zbiór śmiesznostek, lecz kronika językowych odpadków polityki – a z odpadków, jak wiadomo, da się czasem złożyć ciekawszy obraz epoki niż z oficjalnych przemówień.
Najciekawsze w tej książce jest konsekwentne skupienie na języku. „Glosariusz”, „skrzydlate słowa”, medialne frazy – autor pokazuje, że IV RP mniej definiują ustawy i programy, a bardziej słowa rzucone mimochodem, przejęzyczenia, memiczne cytaty, które zaczynają żyć własnym życiem w rozmowach przy kawie i na forach internetowych. Politycy są tu nie tyle bohaterami, ile producentami surowca: dostarczają materiału w postaci wypowiedzi, które Maślanka osadza w kontekście, dopowiada, czasem lekko dociska ironią. To książka, którą czyta się jak katalog narodowych przyzwyczajeń językowych – od moralnego oburzenia po knajacką dosadność – z polityką jako doskonałym lustrem.
Nie ma tu tonu moralizatorskiego profesora od ustrojów; jest raczej perspektywa kogoś, kto dobrze pamięta absurd PRL-u i z lekkim niedowierzaniem zauważa, jak szybko odtworzyliśmy podobne mechanizmy w nowym kostiumie. Maślanka nie udaje bezstronnego analityka, ale też nie potrzebuje równoważyć każdej kpiarskiej uwagi patosem. Jeśli czegoś broni, to raczej prawa czytelnika do śmiechu z rzeczy, które oficjalnie każą nam traktować ze śmiertelną powagą. „Absurdy IV RP” można więc czytać zarówno jako lekki katalog politycznych anegdot z pierwszej dekady XXI wieku, jak i jako dość trzeźwe przypomnienie, że kondycję państwa poznaje się po tym, jak mówi się w nim publicznie – zwłaszcza wtedy, gdy mikrofon podobno „jest wyłączony”.