Skały wieków
Autor: Stephen Jay Gould
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2002
Okładka: miekka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Skały wieków” to książka napisana trochę wbrew oczekiwaniom obu zwaśnionych plemion: wojujących racjonalistów i gorliwych apologetów. Gould – paleontolog, darwinista z krwi i kości – występuje tu w roli nie tyle mediatora, co urbanisty intelektualnej przestrzeni: rozdziela działki, rysuje granice kompetencji, ustala, kto ma prawo wypowiadać się w jakich sprawach. Zasada NOMA (non-overlapping magisteria) nie jest tu „sprytnym kompromisem”, lecz próbą uporządkowania wiekowego chaosu roszczeń – nauka ma mówić o tym, *jak* świat działa, religia o tym, *po co* i jak w tym świecie żyć. Gould nie tyle godzi, ile rozdziela – jak urzędnik wpisujący do ksiąg wieczystych osobne własności, żeby przestać się spierać o płot.
Wartością tej książki nie są bynajmniej same deklaracje, lecz sposób, w jaki autor je umieszcza na długiej osi historii idei. Gould z lubością wyciąga z archiwów postaci, które w późniejszych podręcznikach zamieniono w symbole „wojny nauki z religią” – Galileusza, Darwina, Huxleya – i pokazuje ich w realnym, często dużo mniej dramatycznym, a bardziej dwuznacznym świetle. Demontuje mitologiczne scenografie: zamiast heroicznych bitew o „prawdę” mamy plątaninę ambicji, nieporozumień i kontekstów politycznych. NOMA wyrasta u niego nie z abstrakcyjnej filozofii, lecz z tej właśnie historii: z obserwacji, że najpoważniejsze konflikty rodziły się tam, gdzie jedna ze stron usiłowała wypowiadać się nie w swoim fachu.
Stylowo to typowy Gould w formie miniaturowej: erudycyjny, z anegdotą w roli narzędzia argumentacji, chwilami dydaktyczny aż do uporu. Czytelnik przyzwyczajony do ostrych manifestów w duchu „nowego ateizmu” może tu poczuć się rozczarowany – autor nie chce nikogo upokorzyć ani rozgromić, tylko przekonać, że trwała wojna między nauką a religią jest w gruncie rzeczy intelektualnym nieporozumieniem. Można mieć do Goulda pretensję, że jego wizja religii bywa zbyt uładzone, etyczno-humanistyczne, jakby brał za normę liberalny protestantyzm z kampusu Ivy League. Mimo to „Skały wieków” pozostają ważnym głosem: nie dlatego, że definitywnie rozwiązują spór, lecz dlatego, że uczą niepopularnej dziś umiejętności – rezygnacji z totalnych roszczeń w imię precyzji, co komu naprawdę wolno w dyskusji o świecie i sensie.