Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Panorama średniowiecznej Anglii
Autor: G.G. Coulton

Wydawnictwo: PIW, 1976
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne otarcia obwoluty

O książce

„Panorama średniowiecznej Anglii” Coultona to z tych cegieł, które zamiast „historii średniowiecza” serwują czytelnikowi coś w rodzaju wielkiej, gęsto zaludnionej ulicy – tylko że od XI do XVI wieku. Nie ma tu obsesji bitew ani genealogii dynastii: polityka jest raczej tłem niż bohaterem. Coulton interesuje się przede wszystkim tym, jak ludzie myśleli, czego się bali, jak się modlili, leczyli, żenili, procesowali, bawili i zdradzali. To duża zmiana perspektywy, zwłaszcza jak na historyka urodzonego w XIX wieku – widać w nim temperament socjologa, który lubi rejestrować detale i nie ufa wyłącznie „wielkim narracjom”.

Autor dość ostentacyjnie odwraca kamerę od monarchy w stronę plebana, rzemieślnika, mieszczki czy zakonnicy. Kościół nie jest tu abstrakcyjną „instytucją”, tylko wszechobecną strukturą, która sięga od spowiedzi i cudownych relikwii aż po prawo spadkowe i szkolnictwo. Coulton jest przy tym polemiczny: nie idealizuje „pobożnej wieczności średniowiecza”, ale też nie uprawia prostej czarnej legendy – raczej z satysfakcją wyciąga na światło dzienne ludzką niekonsekwencję, przesądy, lokalne konflikty, obyczajowe dwuznaczności. Czuje się historyk źródłowy: lubi cytować, przytaczać kazania, przepisy, zapisy sądowe, a z tych okruchów składać obraz bardziej przekonujący niż najpiękniej wygładzony wykład akademicki.

W polskim wydaniu dochodzi jeszcze jego skala – prawie 800 stron – która czyni z „Panoramy…” raczej bibliotekę w jednym tomie niż „lekturę do poduszki”. To książka, do której wraca się wybiórczo: po rozdział o kobietach, kiedy człowiek ma dość rycerskiej propagandy; po fragmenty o herezjach, gdy chce usłyszeć głosy tych, których zwykle słychać było tylko w aktach inkwizycji; po partie o medycynie, by przypomnieć sobie, że „złoty wiek” nigdy nie wygląda złoto z bliska. W zestawieniu z nowszymi opracowaniami Coultona czuć już miejscami staroświeckość ujęcia, ale jednocześnie jego upór, by pisać o mentalności i codzienności, stawia go w jednym szeregu z tymi, którzy drogę do późniejszej „historii życia prywatnego” przetarli na długo, zanim termin wszedł do mody.

Polecamy