Najazd 1939. Niemcy przeciw Polsce
Autor: Jochen Bohler
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak, 2015
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Najazd 1939. Niemcy przeciw Polsce” to książka napisana – wbrew przyzwyczajeniu polskiego czytelnika – nie z punktu widzenia „ofiary września”, lecz z wnętrza aparatu agresora. Böhlera nie interesuje rekonstrukcja szlaków bojowych ani tradycyjne „kto, gdzie i którym batalionem”, tylko mentalność tych, którzy 1 września przekraczali granicę. Innymi słowy, to nie jest kolejna kronika kampanii, lecz studium tego, jak niemieckie państwo – od propagandy po sztab i zwykłych żołnierzy – zamieniło klasyczną wojnę w laboratorium przyszłej wojny rasowej. Wrzesień 1939 roku nie jawi się tu jako „prolog do prawdziwej wojny”, lecz jako moment, w którym wszystkie późniejsze schematy brutalizacji już są obecne, tylko jeszcze nie w przemysłowej skali.
Najmocniejszy walor tej książki to połączenie perspektywy mikro i makro: z jednej strony mamy chłodne, niemal buchalteryjne zestawianie aktów przemocy, rozkazów, meldunków, z drugiej – konkretne epizody, w których widać, jak ideologyjny żargon przekłada się na spust pistoletu czy płonące wiejskie zabudowania. Böhler pokazuje też konsekwentnie, że Wehrmacht nie był „rycerskim” kontrapunktem dla SS, lecz integralną częścią systemu, który od początku dopuszczał i sankcjonował zbrodnie wobec polskiej ludności cywilnej. W tym sensie książka wpisuje się w ten sam rewizjonistyczny nurt niemieckiej historiografii, co prace Omera Bartova czy Sönke Neitzela, ale koncentruje się na krótkiej, intensywnej fazie – wrześniu – zamiast na całej wojnie.
Zarzuty podnoszone wobec tej pozycji są zresztą znamienne dla jej charakteru: czytelnik oczekujący map, tabel uzbrojenia i analizy manewrów będzie rozczarowany, bo Böhler traktuje aspekt militarny czysto funkcjonalnie, jako ramę dla opisu przemocy. Wrażenie „relatywizmu”, które irytuje część odbiorców, bierze się raczej z jego przywiązania do źródeł niż z zamiaru rozmycia win – autor stara się pokazać pełen chaos pogłosek, błędnych rozkazów, lokalnych inicjatyw, z których składa się praktyka zbrodni. W rezultacie dostajemy nie pomnikową opowieść o „pierwszej ofierze Hitlera”, lecz niewygodne dla obu stron zwierciadło: dla niemieckiego czytelnika – przez bezkompromisowe obciążenie Wehrmachtu, dla polskiego – przez odebranie wrześniowi wygodnego, czysto heroicznego tonu. To właśnie czyni tę książkę tak pożyteczną: zamiast kolejnej legendy kampanii wrześniowej otrzymujemy jej demitologizację, opartą na archiwach, nie na sentymencie.