Bractwo Świętego Całunu
Autor: Julia Navarro
Wydawnictwo: Albatros, 2005
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Bractwo Świętego Całunu” to idealny przykład tego, co stało się z thrillerem religijno‑historycznym po globalnym sukcesie „Kodu Leonarda da Vinci”: formuła jest już gotowa, trzeba tylko podmienić rekwizyty. U Navarrrro zamiast renesansowych obrazów mamy Całun Turyński, zamiast tajemniczego bractwa z Paryża – hiszpańsko‑włoskie kręgi powiązane z templariuszami i wczesnym chrześcijaństwem. Autorka konstruuje powieść jak wielopiętrowy dossier: śledztwo współczesnej policji, archiwalne dokumenty, retrospekcje z czasów krucjat i średniowiecznych intryg kościelnych. Nie chodzi tu o subtelność, lecz o nieustanne przerzucanie czytelnika między epokami, tak by każda scena współczesna odsyłała do jakiejś dawnej zbrodni, zdrady lub profanacji.
Najmocniejsze w książce są właśnie te „warstwy archeologiczne”: Navarro sprawnie wykorzystuje fascynację Całunem jako obiektem zawieszonym między wiarą a nauką i buduje wokół niego całkiem przekonującą mitologię – od wspólnoty z Edessy (Urfy), przez templariuszy, po dzisiejsze laboratoria i polityczne gierki. Autorka nie udaje bezstronnej badaczki, raczej zręcznie tasuje hipotezami, półprawdami i legendami, tak by czytelnik miał poczucie obcowania z „wiedzą zakazaną”, choć znawca tematu co chwilę zauważy, że historia została tu raczej nagięta niż odtworzona. Wątek kryminalny – trup bez języka, bez linii papilarnych, zakulisowe walki służb – to z kolei czysta konwencja: nie o oryginalność chodzi, lecz o tempo i regularne cliffhangery.
Styl Navarro mieści się w typowej poetyce „czytadła inteligentnego”: język prosty, dialogi momentami teatralne, za to konstrukcja rozdziałów podporządkowana rytmowi serialu – każda scena musi zostawić jakiś haczyk. Postaci są funkcjonalne, nie psychologicznie pogłębione: historyk sztuki, dziennikarka, policjant – to raczej pionki rozstawione po to, by móc krążyć po archiwach, bibliotekach i korytarzach katedr. Kto oczekuje powieści o duchowości, poczuje niedosyt; kto szuka rozbudowanej, erudycyjnej fikcji w stylu Eco, trafi raczej na sprawnie złożony mechanizm rozrywkowy. „Bractwo Świętego Całunu” działa najlepiej, gdy traktuje się je jak literacki odpowiednik weekendowego zwiedzania: trochę przewodnika po legendach Całunu, trochę sensacji, sporo naciągnięć – ale całość na tyle zręczna, że trudno ją odłożyć przed końcem.