Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788375531688
Wysyłka od: 15.00 PLN

Blaski i nędze życia w PRL
Autor: Wacław Klag

Wydawnictwo: Biały Kruk, 2014
Okładka:  twarda z obwolutą
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Blaski i nędze życia w PRL” to w gruncie rzeczy album rodzinny narodu – tylko że zamiast zdjęć z komunii i wczasów w Międzyzdrojach mamy całe widowisko codzienności pod okiem zawodowego fotoreportera. Klag nie fotografuje „wielkiej historii”: zamiast pierwszych sekretarzy i defilad są przystanki, kolejki, dzieci w zbyt dużych swetrach, ulice o poszarzałym kolorycie i święta, które mimo pustych półek jakoś udawały odświętne. To PRL nie z kronik filmowych, lecz z podwórka i z kuchni – z czasów, gdy zdobycie papieru toaletowego mogło być większym sukcesem niż jakakolwiek rezolucja Komitetu Centralnego.

Siłą tego tomu jest podwójna optyka: oko reportera i pamięć świadka. Zdjęcia są zrobione „z wewnątrz”, bez łatwego dystansu późniejszych rekonstrukcji. Nie ma tu wyłącznie nędzy ani wyłącznie sentymentalnej „krainy dzieciństwa” – te dwa rejestry stale się przenikają. W jednym kadrze widzimy ubóstwo, które dziś wydaje się wręcz ćwiczeniem z realizmu socjalistycznego, w następnym – rodzinną scenę, tak ciepłą i zwyczajną, że system polityczny staje się zaledwie szarym tłem. Wstęp Nowaka i komentarze Sosnowskiego ustawiają te obrazy w szerszym kontekście historycznym, ale nie tłumaczą ich na język wykładu; raczej podsuwają interpretacje, czasem podszyte ironią wobec propagandowego mitu „słusznie minionego” ustroju.

Książka dobrze nadaje się zarówno dla tych, którzy PRL pamiętają z własnych nóg w gumiakach, jak i dla urodzonych w epoce hipermarketów. Pierwszym dostarcza lustra – nieco krzywego, ale uczciwego; drugim pokazuje, że za słowem „niedobór” kryją się nie tylko opowieści starszych, lecz cała estetyka życia: kolejki, ceraty, wszechobecna szarość i zdumiewająca umiejętność wyczarowywania radości z byle czego. To nie jest album do szybkiego przejrzenia przy kawie, lecz do powolnego oglądania, z tym charakterystycznym ukłuciem: „tak było – naprawdę tak było”.