My Balanced Scorecard: Moja Strategiczna Karta Wyników
Autor: H. R. Friedag, W. Schmidt
Wydawnictwo: C. H. Beck, Warszawa, 2003
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„My Balanced Scorecard. Moja Strategiczna Karta Wyników” to przykład literatury menedżerskiej z tej lepszej, „rzemieślniczej” półki: mniej zachwytów nad rewolucją w zarządzaniu, więcej cierpliwego rozrysowywania, jak naprawdę przekuć strategię na codzienny grafik zadań. Friedag i Schmidt pokazują Balanced Scorecard nie jako kolejną modną tabelkę, lecz jako sposób uporządkowania myślenia o firmie – od misji i wizji, przez perspektywy strategiczne, aż po konkretne mierniki, które da się wypełnić czymś bardziej treściwym niż ogólnik „zwiększyć sprzedaż”. W odróżnieniu od wielu amerykańskich opracowań, nie bawią się w mit założycielski wokół BSC, tylko traktują ją jako praktyczną metodę pracy.
Ciekawe jest wyraźnie „kontynentalne” ujęcie tematu: autorzy przesuwają punkt ciężkości z czystych wskaźników finansowych na ludzi, kompetencje i uczenie się organizacji. Nie chodzi tylko o to, co jest mierzone, ale kto w ogóle ma prawo współdecydować o miernikach. BSC u Friedaga i Schmidta jest narzędziem demokratyzacji strategii – logika kaskadowania celów schodzi w dół do zespołów, a nie zatrzymuje się na poziomie kwartalnych prezentacji zarządu. W tym sensie książka jest bliższa dobremu podręcznikowi controllingu i organizacji pracy niż gładkiej broszurze „jak zostać liderem w 10 krokach”.
Polskie wydanie – osadzone w serii „Vademecum Menedżera” – ma jeszcze tę zaletę, że tłumacze i redakcja odrobili lekcję lokalnego kontekstu. Przykłady są na tyle konkretne, by menedżer w realiach polskiej firmy mógł bez trudu przełożyć je na własne podwórko, a forma (twarda oprawa, przejrzyste schematy, układ nastawiony na „używanie”, nie tylko czytanie) zdradza ambicję: to ma być narzędzie pracy, a nie jednorazowa lektura do samolotu. Oczywiście, kto szuka wielkich sporów teoretycznych o naturę strategii, raczej się rozczaruje. Kto natomiast chce odróżnić żywą kartę wyników od kolejnego pliku w Excelu – tu dostaje solidny, europejsko trzeźwy przewodnik.