Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Reżyser ma pomysły
Autor: Marta Fik

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 1974
Okładka: miękka z obwolutą
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Reżyser ma pomysły” to książka z tego rodzaju, które dziś określilibyśmy jako „wysokospecjalistyczne”, a które kiedyś czytało się jak powieść w odcinkach o narodowym teatrze. Fik nie interesuje się repertuarem jako katalogiem tytułów, lecz sposobem, w jaki polscy reżyserzy lat 60. i początku 70. siłują się z dramatem – klasycznym i współczesnym – oraz z cenzurowaną rzeczywistością. Nie ma tu czułostkowego podziwu dla „mistrzów sceny”, raczej chłodny ogląd warsztatu: jak się buduje znaczenie z ruchu, pauzy, światła, jak scenografia staje się argumentem, a nie dekoracją, i jak – co szczególnie dla Fik ważne – reżyser potrafi (albo nie potrafi) wyprowadzić z tekstu sens społeczny, a nie tylko „literacki”.

W tle stale obecna jest sytuacja PRL-owskiej kultury: teatr jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie można było mówić poważnie o władzy, historii, winie, tchórzostwie inteligencji. Fik, na szczęście, nie uprawia „polityki między wierszami” w tonie konspiratora, tylko trzeźwą analizę tego, jak przedstawienia wchodzą w spór z oficjalnym dyskursem – albo jak się przed nim tchórzliwie cofają. Z precyzją archiwistki i temperamentem polemistki rozbiera inscenizacje na części pierwsze, by pokazać, że reżyser „ma pomysły” to jeden z dwóch typów; drugi to reżyser, który ma tylko efekty. Książka jest w dużej mierze zapisem rozczarowań tym drugim gatunkiem.

Z dzisiejszej perspektywy tom ma podwójną wartość. Po pierwsze, to znakomite źródło do historii polskiej reżyserii – nie sucha kronika premier, lecz panorama postaw artystycznych: od wiary w „teatr moralnego niepokoju” po coraz bardziej wyrafinowane gry formalne. Po drugie, to rzadki przykład krytyki, która uważa widza za istotę myślącą: Fik tłumaczy, ale nie protekcjonalnie, argumentuje, ale nie zasłania się żargonem. Kto dziś dyskutuje teatr, ten prędzej czy później zderzy się z tą książką – choćby po to, by przekonać się, jak wysoko można ustawić poprzeczkę wymaganiom wobec reżysera i jak wiele w inscenizacji da się przeczytać, jeśli krytyk nie zadowala się samym stwierdzeniem, że „to było interesujące”.