Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788392726760
Wysyłka od: 15.00 PLN

Medytacje filozoficzne
Autor: Józef Życiński

Wydawnictwo: PETRUS, 2008
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Medytacje filozoficzne” Życińskiego wyglądają jak książka, którą ktoś mógłby omyłkowo postawić między „Wprowadzeniem do metafizyki” a podręcznikiem duchowości – i trudno byłoby zdecydować, gdzie jej bliżej. To zbiór esejów pisanych w tonie człowieka, który czytał zarówno Platona, jak „Financial Times”, a na dodatek próbuje jeszcze uratować humanistykę przed rozpuszczeniem w talk‑show. Antyczne figury – Odyseusz, Sokrates, Prometeusz – funkcjonują tu nie jako muzealne rekwizyty, lecz jako wzorce egzystencjalne, podstawiane pod współczesne twarze: zmęczone, znużone, często ironicznie pogodzone z „lekkością pozoru”.

Życiński deklaratywnie nie uprawia systematycznej filozofii; bliżej mu do pouczającej gawędy, która zamiast definicji serwuje obrazy: „filozofia szklanych paciorków”, „koktajl zamiast cykuty”, „Emaus z perspektywy BBC”. Za tymi efektownymi tytułami nie stoi jednak tania błyskotliwość, tylko próba ujęcia duchowego niepokoju w język, który rozumie i katecheta, i inżynier. Charakterystyczne jest dla niego łączenie perspektywy chrześcijańskiej z wrażliwością na kryzys racjonalności XX wieku: w jednym ruchu krytykuje powierzchowną nowoczesność (pragmatyzm, kult wrażeń, narcyzm), a w drugim – broni rozumnego, nie infantylnego wymiaru wiary, w której „polifonia bytu” nie jest metaforą poety, lecz propozycją myślenia.

Na tle literatury polskiej z pogranicza filozofii i teologii to książka osobliwa: ani tak zdyscyplinowana jak klasyczne traktaty, ani tak sentymentalna jak większość „medytacji duchowych”. Jej siłą jest konsekwentne przekonanie, że piękno, dobro i prawda nie są ozdobnikami życia, lecz warunkiem wyjścia „z więzienia wrażeń”. Słabością – dla czytelnika radykalnie świeckiego – może być domyślne założenie, że metafizyczna głębia ostatecznie domaga się języka łaski. Ale nawet sceptyk znajdzie tu rzadki dziś głos, który nie godzi się na jednowymiarowość świata i nie poprzestaje na diagnozie „nieznośnego ciężaru bytu”, tylko z uporem szuka „horyzontu nowej nadziei” – nie jako pocieszenia, lecz jako intelektualnego obowiązku.