Kościół bez znieczulenia z bp. Tadeuszem Pieronkiem
Autor: Marek Zając
Wydawnictwo: ZNAK, 2004
Okładka: twarda
Stan: dobry
Uwagi: niewielkie przebarwienie brzegu stron
O książce
„Kościół bez znieczulenia” to zapis rozmowy z jednym z nielicznych polskich biskupów, którzy mówili językiem zrozumiałym bez tłumacza z kościelnej łaciny na polski. Pieronek u Zająca nie zachowuje się jak hierarcha na katedrze, tylko jak prawnik z dobrą pamięcią do faktów i jeszcze lepszym słuchem na absurdy kościelnego życia. To nie jest pobożny album z cytatami z Jana Pawła II, lecz długi, miejscami cierpki, ale rzetelny bilans polskiego katolicyzmu po 1989 roku – z całym pakietem tematów, które zwykle spycha się do zakrystii: majątki, przywileje, kłótnie biskupów, Radio Maryja, nadużycia języka „obrony wiary” w polityce.
Zając prowadzi rozmowę w sposób, którego wielu kościelnych rozmówców instynktownie unika: nie boi się konkretu, nazwisk, dat, a jednocześnie nie urządza prokuratorskiego przesłuchania. W efekcie dostajemy rzadki w polskich realiach gatunek – wywiad z hierarchą, w którym pytający nie adoruje, a odpowiadający nie wygłasza kazań. Pieronek, z wykształcenia kanonista, ma tę przewagę nad wieloma medialnymi katolikami, że nie musi podpierać się sloganami – jego uwagi o prawie kanonicznym, o małżeństwach, o granicach ingerencji Kościoła w politykę bywają surowe właśnie dlatego, że wynikają z wewnątrzsystemowej znajomości mechanizmu, a nie z pozycji rozczarowanego widza.
W szerszym pejzażu literatury okołokościelnej ta książka stoi bliżej rozmów Tischnera czy rozmów z kard. Martinim niż typowych polskich „wywiadów z biskupem”, gdzie dyktafon rejestruje głównie komunikaty Episkopatu. Jest tu prywatność – wspomnienia, anegdoty, drobne hobby – ale one służą raczej demitologizacji figury biskupa niż budowaniu hagiografii. Jeśli kogoś interesuje Kościół nie jako abstrakcyjna „instytucja moralna”, tylko jako konkretna struktura z budżetem, konfliktami, próżnościami i czasem autentyczną odwagą cywilną, rozmowa Zająca z Pieronkiem jest jednym z nielicznych polskich świadectw, które można czytać bez zażenowania – i bez znieczulenia, zgodnie z tytułem.