Kalejdoskop literacki
Autor: Zofia Starowieyska-Morstinowa
Wydawnictwo: PAX, , 1955
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: pieczęć Opactwa OO Cystersów w Szczyrzycu
O książce
„Kalejdoskop literacki” to książka, która z dzisiejszej perspektywy brzmi prawie jak relikt zaginionego gatunku: krytyki, która nie udaje nauki i nie zniża się do prasowej recenzentki, tylko proponuje czytelnikowi coś w rodzaju wspólnego spaceru po bibliotece. Starowieyska-Morstinowa nie „rozprawia się” z autorami, nie porządkuje ich w ideologiczne szuflady, lecz traktuje literaturę jak żywą rozmówczynię – raz surową, raz czułą, zawsze wartą namysłu. Eseje z tego tomu są właśnie takimi odsłonami rozmów: o stylu, o duchu epoki, o tym, co w książce zostaje nie wtedy, gdy się o niej mówi, ale gdy minie kilka lat od lektury.
Jest to proza krytyczna należąca wyraźnie do tradycji katolickiej inteligencji międzywojennej i powojennej – ale bez dusznego moralizatorstwa, na które łatwo w takim kręgu popaść. Autorka wyraźnie wierzy, że literatura ma wartość formacyjną, lecz nie utożsamia „wartości” z dydaktycznym przesłaniem. O wiele bardziej interesuje ją smak zdania, ton narracji, uczciwość wobec bohaterów. Jej sądy bywają stanowcze, lecz nie agresywne; krytyka jest tu raczej rodzajem przewodnictwa, jakby mówiła: „czytaj tak, żeby zobaczyć więcej, niż widzisz po pierwszym zetknięciu”. Widać w tym rękę osoby, która przez lata pisała dla czytelnika „Tygodnika Powszechnego” – wymagającego, ale nieakademickiego.
Dla współczesnego czytelnika „Kalejdoskop…” jest podwójnie interesujący. Po pierwsze, jako zapis sposobu myślenia o literaturze sprzed epoki teorii – kiedy jeszcze wolno było pisać o „pięknie” bez ironicznego cudzysłowu. Po drugie, jako rodzaj ćwiczenia z uważności: Starowieyska-Morstinowa pokazuje, jak czytać tekst, nie popadając ani w filologiczne drobiazdziarstwo, ani w powierzchowny zachwyt. To książka dla tych, którzy lubią, gdy krytyk nie zasłania sobą autora, tylko delikatnie odsuwa kurtynę, by lepiej było widać scenę – a przy okazji zdradza, że sam też od lat siedzi w tym samym, trochę już wysiedzianym fotelu czytelniczym.