Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Książki, idee i człowiek
Autor: J. Dobraczyński

Wydawnictwo: PAX, 1955
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Książki, idee i człowiek” to dziś lektura trochę jak wizyta w dobrze utrzymanym, lecz wyraźnie powojennym gabinecie: ciemne drewno, krzyż na ścianie, na biurku Biblia, Pascal, trochę personalistów, a w tle odgłos ideologicznych młotów za oknem. Dobraczyński, w przeciwieństwie do wielu późniejszych eseistów „katolickich”, nie próbuje być ani efektowny, ani modny – pisze jak człowiek głęboko przekonany, że książki są formą odpowiedzialności wobec sumienia i historii. To tom, w którym literatura nie jest „przyjemnością” ani „rozrywką”, ale narzędziem rozeznania duchowego: stąd tyle tu o Piśmie Świętym jako matrycy myślenia, o mistycyzmie, który ma przenikać styl, a nie tylko słownictwo, oraz o ideach, które – wbrew ówczesnej modzie – nie dają się sprowadzić do prostych „postulatów społecznych”.

Interesujące jest, jak konsekwentnie autor traktuje literaturę jako sprawdzian kondycji człowieka – nie „zębatkę” w machinie dziejów, ale osobę, która ma odpowiedzieć przed Bogiem i własnym rozumem. W szkicach o książkach i pisarzach Dobraczyński nie uprawia filologii, lecz coś bliższego rozmowie kierownika duchowego z czytelnikiem: tropi w tekstach nie tyle formalne nowinki, ile ślady ładu moralnego lub jego rozkładu. Mistycyzm pojawia się tu nie w wersji kadzidlano-sentymentalnej, lecz jako wymaganie: literatura powinna być na tyle uczciwa, by przyznać, że człowiek nie zamyka się w horyzoncie doczesności. W tym sensie tom jest także świadectwem niełatwego kompromisu – autor musi funkcjonować w Polsce lat 1948–1954, a zarazem uparcie mówi językiem, w którym słowa „łaska”, „sumienie” czy „odpowiedzialność” nie są figurą stylistyczną, lecz kategorią krytyczną.

Z dzisiejszej perspektywy wartość tej książki nie polega już na aktualności sporów, lecz na samej metodzie czytania. Dobraczyński upomina się o kulturę, w której idee nie są dekoracją, a lektura – ćwiczeniem w rozeznawaniu dobra i zła. Jego eseje, chwilami zbyt ciężkie w tonie, mają jednak tę zaletę, że nie udają neutralności: autor jasno ujawnia swój punkt widzenia, przez co czytelnik może się z nim spierać, ale nie musi zgadywać, skąd patrzy. „Książki, idee i człowiek” to więc nie tyle klasyk krytyki literackiej, ile dokument pewnego katolicko-humanistycznego etosu: przekonania, że o kulturze pisze się po to, by bronić człowieka przed dehumanizującymi ideologiami – także wtedy, gdy trzeba to robić między wierszami.