Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Manna i chleb
Autor: Jan Dobraczyński

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy „Pax”, Warszawa, 1954
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznacznie przykurzona okładka, egz. pobiblioteczny

O książce

„Manna i chleb” to Dobraczyński w roli katechety‑opowiadacza, który zamiast teologicznych wywodów wybiera metodę niemal staroświeckiego gawędziarza przy stole. Ewangeliczne historie Nowego Testamentu nie są tu de facto „przerabiane” na nową prozę, tylko rozplątywane — z warstw języka, obyczaju, kontekstu. Autor ma ambicję, by czytelnik, który na co dzień potyka się już o sam styl Biblii, zobaczył, że pod glinianą skorupą archaiczności kryją się pytania zaskakująco współczesne: o zaufanie, prawo, przymierze, a wreszcie o sens cierpienia i obietnicę spełnienia. Tytułowa „manna” i „chleb” nieprzypadkowo zestawiają cudowny pokarm na pustyni z codziennym, zwyczajnym bochenkiem – to właściwie program całej książki: nadzwyczajne ma zostać oswojone, a zwyczajne odzyskać wymiar nadzwyczajny.

Na tle ówczesnej produkcji religijnej „Manna i chleb” lokuje się w ciekawym miejscu: to nie jest ani ascetyczny komentarz egzegetyczny, ani sentymentalna powiastka pobożna. Dobraczyński wprowadza czytelnika w nowotestamentowe realia tak, jakby przedstawiał starych znajomych: apostołów, uczniów, grzeszników, którym daleko do „świętych z obrazka”. Ta metoda przybliżania świętego tekstu ma w sobie coś z pedagogiki czasu powojennego – chodzi o to, by dać prostym czytelnikom z „Paxowskiego” kręgu obieg idei biblijnych bez konieczności przedzierania się przez komentarze naukowe, a zarazem nie zbanalizować przekazu. Autor operuje narracją gładką, komunikatywną, chwilami aż nazbyt łagodną, ale pod nią stale czuć jego ambicję: Ewangelia nie ma być muzeum religijnych kuriozów, tylko żywą genealogią wiary.

Wartość tej książki dziś polega mniej na oryginalności odczytań, a bardziej na sposobie budowania mostu między tekstem a odbiorcą. „Manna i chleb” to świadectwo specyficznej katolickiej kultury czytania Biblii w Polsce lat 50.: jeszcze przed posoborowym zwrotem egzegetycznym, ale już po doświadczeniu wojny, które wymuszało pytania o sens historii i obietnicę ocalenia. Dla współczesnego czytelnika lektura może być chwilami anachroniczna, lecz właśnie ten anachronizm bywa pouczający – widać, jak bardzo zmienił się język mówienia o Piśmie, a zarazem jak uparcie powracają wciąż te same motywy: głód sensu, pragnienie znaku, oczekiwanie „chleba”, który nie jest tylko pożywieniem dla ciała. W tym sensie książka Dobraczyńskiego pozostaje czymś w rodzaju skromnej, ale uczciwej przypowieści o tym, jak jeden pisarz próbował przełożyć język objawienia na kod codziennego czytania.