Kalendarz robotniczy rok 1959
Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1958
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne otarcia okładki
O książce
To, co dziś bywa sprzedawane jako „ciekawostka z PRL-u” czy „socrealistyczny gadżet”, w momencie ukazania się było narzędziem dość poważnym: „Kalendarz robotniczy rok 1959” należy do tej kategorii druków, które chciały być jednocześnie zegarem, katechizmem i podręcznym poradnikiem człowieka socjalizmu. W odróżnieniu od klasycznych kalendarzy gospodarskich II RP, gdzie obok faz księżyca znajdziemy rady, jak karmić trzodę, tutaj „horyzont kosmiczny” zastąpiła linia partii, a praktyczne wskazówki podszyto koniecznością wychowania czytelnika na świadomego uczestnika budowy ustroju. Tego typu roczniki były w gruncie rzeczy podręcznym brewiarzem klasy robotniczej: trochę almanach, trochę elementarz historii ruchu robotniczego, trochę skrócony program polityczny na nadchodzący rok.
Taki tom na 1959 rok trzeba czytać w bardzo konkretnym momencie: po Październiku ’56, kiedy propaganda przechodzi z tonu stalinowskiej mobilizacji w bardziej „cywilizowany”, pouczająco‑opiekuńczy rejestr. Kalendarz przestaje być wyłącznie młotkiem ideologicznym, a staje się również manualem codzienności – są więc zapewne tabele płacowe, prawa pracownicze, porady zdrowotne, rozkład świąt państwowych, przetykane artykułami o racjonalizacji produkcji i portretami działaczy oraz zasłużonych organizatorów, którym winniśmy się przyglądać jak dawniej bohaterom sienkiewiczowskim. Obok „stałych świętych” marksizmu–leninizmu – Marksa, Engelsa, Lenina – pojawiają się mniej dziś pamiętane postaci lokalnego panteonu: działacze związkowi, partyjni reformatorzy, czasem robotnicy wyróżnieni za nowatorstwo i zaangażowanie społeczne. Teksty te zwykle pisane są językiem gładkim, schematycznym, w którym patos hojnie miesza się z paternalizmem; to lektura tyleż nużąca literacko, co fascynująca jako świadectwo epoki.
Dla współczesnego czytelnika taki kalendarz jest bardziej artefaktem niż książką użytkową. Bibliotekarz zobaczy w nim typowy produkt masowej poligrafii końca lat 50., badacz PRL-u – cenny dokument tego, jak państwo chciało kształtować pamięć historyczną i wyobraźnię robotnika, antykwariusz – wdzięczny przedmiot do oglądania: od papieru i kroju pisma po ilustracje, w których utopia przybiera bardzo konkretną, niekiedy naiwną ikonografię. To publikacja z gatunku tych, które w swoim czasie miały być przezroczyste i oczywiste, a zyskały na znaczeniu dopiero wtedy, gdy się zestarzały: dziś pozwalają zajrzeć w codzienną warstwę propagandy – nie tę monumentalną z plakatów, lecz tę drobną, rozpisaną na dni robocze, urlopy, wypłaty i plan pięcioletni.