Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Rakieta księżycowa
Autor: Eustachy Białoborski

Wydawnictwo: Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, 1950
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne przebarwienia okładki, pieczęć Opactwa OO Cystersów w Szczyrzycu

O książce

„Rakieta księżycowa” Białoborskiego to typowy, a zarazem urokliwie osobliwy produkt swojej epoki: książka, która udaje, że mówi o przyszłości, a tak naprawdę jest dokumentem ówczesnych marzeń. Lata 1950–51 to jeszcze czas przed Gagarinem i Sputnikiem, kiedy lot na Księżyc był z jednej strony tematem poważnych rozważań fizyków, z drugiej – wciąż pachniał Verne’em. Białoborski staje dokładnie na tym rozdrożu: łączy wczesnosowiecki entuzjazm dla techniki z konserwatywną, szkolną narracją PZWS, gdzie każde marzenie musi się ostatecznie przekuć w poprawne zrozumienie prawa ciążenia i wartości przyspieszenia grawitacyjnego.

Cechą charakterystyczną takich broszur było obsesyjne „odczarowywanie” fantastyki: lot rakietą księżycową nie ma być bajką, lecz zadaniem rachunkowym do rozwiązania. Autor prowadzi młodego czytelnika przez kolejne warstwy: czym w ogóle jest rakieta, jak liczyć prędkość ucieczki, co się dzieje z człowiekiem w stanie nieważkości – wszystko podane językiem prostym, ale nie protekcjonalnym. To nie jest Lem z jego filozoficznymi zawijasami, tylko rzeczowy popularyzator, który w miejsce metafizycznych niepokojów proponuje tablice logarytmiczne i wykresy trajektorii. Książka miała kształtować zbiorową wyobraźnię techniczną, nie tyle bawić, co przygotowywać kadrę przyszłych inżynierów kosmosu.

Jej wartość dzisiaj jest paradoksalnie większa niż w chwili wydania. Jako podręczna utopia w formacie szkolnej broszury pokazuje, jak wyglądała „kosmiczna wyobraźnia” w Polsce, zanim kosmonauci stali się bohaterami dzienników telewizyjnych. Można w niej widzieć skromny, ale znaczący element większego zjawiska – przejścia od romantycznej fantastyki podrędzy międzyplanetarnych do inżynierskiego, „obliczalnego” kosmosu. Dla młodego czytelnika z lat 50. była obietnicą, że Księżyc jest w zasięgu suwaka logarytmicznego.