Szandor Kowacz
Autor: Teodor Tomasz Jeż
Okładka: Marian Stachurski
Wydawnictwo: Czytelnik, 1959
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: egz. pobiblioteczny
O książce
„Szandor Kowacz” to przykład tej osobliwej gałęzi polskiej literatury XIX wieku, która rozkwitała… na emigracji i o Polsce mówiła, nie wymieniając jej prawie z nazwy. Miłkowski alias Teodor Tomasz Jeż ustawia akcję w ogniu węgiersko‑serbskich napięć Wiosny Ludów, ale w istocie bada coś bardziej uniwersalnego: jak polityka i etniczne wzmożenie rozszarpują codzienne więzi – rodzinne, sąsiedzkie, miłosne. Wybór bohatera jest bardzo znamienny: nie oficer, nie trybun ludowy, lecz kowal. Szandor Kowacz to ktoś zakorzeniony w węgierskim żywiole, lecz prywatnie zależny od serbskiej rodziny, w której domu znajduje opiekę i… obiekt uczuć. Ten „trójkąt” – Węgier, Serbowie, Austriacy w cieniu – jest tu zbudowany z żelaza, ognia i języka podejrzeń.
Miłość Szandora i serbskiej Marii nie ma w sobie nic z salonowej ckliwości – Miłkowski raczej ją przycina niż podkręca. Romans jest tu wystawiony na ostrzał nie tyle konwenansu, ile zbiorowych resentymentów: nagle każdy gest, każde słowo filtruje się przez pytanie „czy on/ona jest z naszych?”. Autor wykorzystuje konwencję balladową – epizodyczność, wyraziste sceny, postaci podprowadzone niemal pod symbol – ale jednocześnie pozostaje po pozytywistycznemu trzeźwy w obserwacji mechanizmów politycznego podjudzania. Austriacka ręka, która „podkręca” konflikt, pełni tu rolę reżysera zza kulis; różne ludy południa Europy zostają ustawione jak figury na cudzej szachownicy. W ten sposób powieść‑„szkic” zamienia się w studium tego, jak łatwo ludzie pozwalają się ustawić w roli zastępczych przeciwników.