Najnowsza Spiskowa Historia Polski
Autor: Marian Miszalski
Wydawnictwo: 3S Media, 2013
Okładka: miękka
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Najnowsza spiskowa historia Polski” to książka, którą należałoby trzymać raczej na półce „symptomy epoki” niż „opracowania historyczne”. Miszalski robi tu to, co wielu publicystów prawicowo‑niepodległościowych po 1989 roku: traktuje oficjalną narrację III RP jako zasłonę dymną i z uporem kolekcjonera kataloguje to, co ma być rzekomymi „lukami w opowieści”. Gomułka, Gierek, stan wojenny, FOZZ, Okrągły Stół, Popiełuszko, Rywin, aż po Smoleńsk – wszystko zostaje wciągnięte w jeden, rozciągnięty na dekady łańcuch zakulisowych układów, których sens ma się ujawniać dopiero po złożeniu wszystkich elementów w jedną, „prawdziwą” narrację.
Siłą tej książki – a zarazem jej największym ograniczeniem – jest konsekwencja w przyjmowaniu założenia, że ważniejsze od dokumentów, protokołów i prac badawczych są pytania „kto skorzystał” i „kto miał interes”. Miszalski pisze żywym, wyrazistym językiem, bez akademickiej oględności, ale też bez akademickich rygorów: hipoteza bywa tu obsługiwana jak fakt, poszlaka jak dowód, a analogia jak twarda przesłanka. Dla czytelnika przyzwyczajonego do literatury źródłowej i krytyki metodologicznej lektura przypomina trochę oglądanie znanych wydarzeń przez pryzmat gabinetu luster – rozpoznać się da prawie wszystko, lecz proporcje i perspektywy są świadomie zniekształcone, aby potwierdzić tezę o wszechobecnym układzie.
Nie jest to więc książka, z której można czerpać wiedzę w sensie ścisłym; raczej dokument pewnego stylu myślenia: podejrzliwego, nieufnego wobec każdej instytucji, za to bezgranicznie ufającego własnej intuicji spiskowej. Na tle solidnych opracowań o transformacji ustrojowej, służbach specjalnych czy kulisach III RP Miszalski wypada jak ktoś, kto z przypisów, marginesów i „białych plam” próbuje zbudować główną oś historii. Jako lektura krytyczna – połączona ze sprawdzaniem źródeł i konfrontowaniem tez z badaniami – może być użyteczna, choćby po to, by zrozumieć, z jakiego imaginarium biorą się dzisiejsze polskie teorie spiskowe. Czytana bez tego filtra staje się raczej potwierdzeniem potrzeby wiary, że za wszystkim stoi „ktoś”, a przypadek i chaos dziejowy to tylko przykrywka dla Wielkiego Planu.