Historia pięknej kobiety
Autor: Andrzej Banach
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1960
Okładka: zintegrowana
Stan: dobry/dobry minus
Uwagi: nieznaczne ślady lektury, otarcia obwoluty
O książce
„Historia pięknej kobiety” to taki typowy produkt inteligentnego, przedwojennego jeszcze w duchu eseisty: książka napisana lekko, ale podszyta sporą erudycją, która udaje gawędę, a w rzeczywistości jest całkiem poważnym studium historii wyobraźni. Banachowi nie chodzi o „kostiumologię” w ścisłym sensie, tylko o to, jak kolejne epoki rzeźbiły sobie kobietę z materii stroju, obyczaju i sztuki. Rozdziały – „Egipcjanka sprzed czterech tysięcy lat”, „Dziewczyna gotycka”, „Lwica Drugiego Cesarstwa”, „Garsonka po wielkiej wojnie”, aż po „Styl ‘kociaka’ w roku 1950” – tworzą szereg portretów, niby anegdotycznych, ale dobrze osadzonych w historii mentalności. To książka, która udowadnia, że damska suknia jest równie źródłowym dokumentem epoki, co traktat filozoficzny, tylko trzeba umieć go czytać.
Banach czyta te „dokumenty” z wyraźną przyjemnością i odrobiną ironii. Lubi egzageracje baroku, groteskowość krynoliny, orientalną sztywność hiszpańskiej królewny, mieszczańską zadowoloną panią biedermeieru, ale przy tym konsekwentnie pokazuje, że za każdym fasonem stoi układ sił: religia, hierarchia, ekonomia, męski lęk i męska fantazja. O pięknie kobiecym pisze jak historyk sztuki, który zna nie tylko obrazy, lecz także salonowe plotki, modniarskie patenty i małą politykę garderoby. Nie jest ani pobożnym czcicielem „wiecznej kobiecości”, ani złośliwym demaskatorem; raczej melancholijnym obserwatorem, świadomym, że każda epoka z ogromną powagą wciela w życie swoje – z dzisiejszej perspektywy często absurdalne – ideały. Stąd ton bywa lekko kpiący, ale bez okrucieństwa.
Ważnym, może nawet równorzędnym wobec tekstu bohaterem są ilustracje: reprodukcje, rysunki, projekty układu strojów, które autor traktuje jak ciąg wizualnych przypisów do własnej opowieści. Dzięki temu książkę czyta się trochę jak przechadzkę po niewielkiej, prywatnie kuratorowanej galerii – selekcja jest subiektywna, komentarz – osobisty, ale logika ekspozycji klarowna. Na tle dzisiejszych, często katalogowych „historii mody”, Banach pozostaje ciekawy właśnie przez ten jednostkowy filtr: polski inteligent z 1960 roku, patrzący wstecz od „stylu kociaka” i przekonany, że „najładniejsza jest współczesna uroda”. Ta deklaracja zamykająca książkę brzmi dziś krzepiąco anachronicznie – pokazuje, że każdy wiek ma pewność, iż wreszcie odkrył właściwy kształt piękna. I dlatego właśnie opowieść Banacha nie starzeje się tak szybko, jak opisywane przez niego suknie.