Dziennik cara Mikołaja II
Wydawnictwo: Iskry, 1998
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Dziennik cara Mikołaja II” w wydaniu Iskier to książka, która powinna być trzymana raczej w białych rękawiczkach niż czytana „na kolanie” w tramwaju. Mamy tu do czynienia z jednym z najbardziej kłopotliwych gatunkowo świadectw: intymnym zapisem człowieka, który z racji funkcji jest postacią historyczną pierwszego rzędu, ale z temperamentu – prowincjonalnym filistrem u władzy absolutnej. Zeszyty Mikołaja obejmują lata od młodzieńczych podróży po Europie aż po schyłek imperium, lecz ton pozostaje uparcie ten sam: suchy, skrótowy, chwilami dziecinnie naiwny. Kto spodziewa się rasowej „spowiedzi monarchy” na miarę Ludwika XVI albo choćby nerwowego niepokoju Franza Josefa, będzie zaskoczony: car Rosji zapisuje dzień po dniu pogodę, spacery, kolacje, narty, dzieci, i dopiero między tymi drobiazgami niechętnie prześwituje historia.
Paradoks tej książki polega na tym, że właśnie ta uparta, niemal irytująca prywatność czyni ją bezcenną. Rewolucja, wojna, upadek monarchii wkraczają tu do dziennika nie jako monumentalne wydarzenia dziejowe, lecz jako zakłócenia w rytmie rodzinnego życia – odwołana parada, zły nastrój Aleksandry, wzmożone obowiązki biurowe. Dla historyka to materiał wręcz okrutny, bo demaskuje przepaść między wyobrażeniem o „samodzierżcy całej Rusi” a rzeczywistą świadomością człowieka, który do końca próbuje sprowadzić katastrofę państwa do kłopotów organizacyjnych. W polskim wydaniu tę brutalność odsłaniają przypisy i komentarze: obok lakonicznego „Byłem u Rasputina” czy „Rozmowa z ministrem” czytelnik dostaje bogaty aparat objaśniający, co w istocie się wtedy działo – w Petersburgu, na frontach, w gabinetach.