Ze starych papierów
Autor: G. Lenotre
Wydawnictwo: Czytelnik, 1965
Okładka: miękka z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Ze starych papierów” to książka dla tych, którzy w historii nie szukają ani wielkich tez, ani podręcznikowych uogólnień, tylko szelestu prawdziwych dokumentów i zapachu nieco już zwietrzałego archiwum. Lenotre – w Polsce znany mniej, niż na to zasługuje – był kimś w rodzaju literackiego archeologa Rewolucji Francuskiej: nie interesowały go abstrakcyjne „procesy dziejowe”, lecz konkretne nazwiska, adresy, listy, domy, plotki, wycinki z gazet, rachunki za karetę czy bieliznę. Z tych pozornie drugorzędnych drobiazgów składa opowieści, w których Rewolucja nie jest wielkim mitem wolności ani potworem z czarno-białej propagandy, tylko codziennością ludzi wciągniętych w wir wydarzeń, często wbrew własnej woli.
Polski wybór, dokonany z monumentalnego *Vieilles maisons, vieux papiers*, ma charakter bardzo Hertzowski: to selekcja podszyta literackim wyczuciem, a nie skrupulatnością archiwisty. Czytelnik dostaje więc nie „całość dorobku”, lecz antologię nastrojów i sytuacji – portrety osób z marginesu wielkiej sceny, epizody z zaułków Paryża, dramaty prywatne, które rozgrywają się równolegle do podręcznikowych dat. Lenotre operuje prozą z jednej strony klarowną i trzeźwą, z drugiej – niekiedy niemal sceniczną: potrafi jedną notą w rejestrze policyjnym albo fragmentem pamiętnika oświetlić cały charakter epoki. Nie moralizuje, raczej rejestruje – ale wybór tego, co pokazuje, sam w sobie jest komentarzem: historia to nie tylko konwenty, trybunały i pola bitew, lecz także kuchnie, salony, więzienne cele i kancelarie adwokatów.
W swojej epoce Lenotre był czymś pomiędzy celebrytą archiwów a kronikarzem „drugiego planu” rewolucji – czytano go masowo, co dziś może dziwić w czasach, gdy przeciętny odbiorca ma kłopot z jednym artykułem naukowym. Paradoks polega na tym, że właśnie jego „staromodne” podejście – cierpliwe grzebanie w papierach, skupienie na jednostkowym losie, brak teorii, za to mnóstwo szczegółu – znakomicie koresponduje z naszą współczesną nieufnością wobec wielkich narracji. *Ze starych papierów* nie jest więc zbiorem „ciekawostek z rewolucji”, jak mógłby sugerować lekkomyślny opis wydawcy, lecz czymś o wiele trudniejszym do podrobienia: literacko skomponowanym muzeum epoki, w którym zamiast patetycznych eksponatów dostajemy szuflady pełne dokumentów, zapisków i życiorysów, pozwalających poczuć, że Rewolucja była przede wszystkim doświadczeniem konkretnych ludzi – nie haseł.