Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Królewski taniec 
Autor: Mohammed Dib  

Wydawnictwo: PIW, 1976
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry 

Uwagi: prywatna pieczątka własnościowa

O książce

„Królewski taniec” to jedna z tych powieści powojennej literatury algierskiej, które wyraźnie pokazują, że koniec wojny jest jedynie początkiem kłopotu. Dib nie interesuje się ani heroizacją walki, ani kronikarskim porządkiem wydarzeń – zamiast tego rozbiera na części wewnętrzny rozpad ludzi, którzy zrobili wszystko „jak trzeba”, a mimo to zostali z niczym. Arfia, była dowódczyni partyzantów, i Rodwan, były terrorysta, nie są tu figurami z narodowego fresku, ale jakby późnymi krewnymi postaci z Dürenmatta czy późnego Camusa: moralnie zużyci, obciążeni czynami, które w chwili ich popełnienia miały sens, a po zwycięstwie – stają się niepokojącym balastem. Tytułowy „taniec” to nie gest triumfu, lecz dość okrutna metafora: ruch w miejscu, krążenie między winą, pamięcią i niemożnością zaczęcia od nowa.

Dib konstruuje tę książkę jak pole minowe pamięci. Zamiast chronologicznej fabuły dostajemy sekwencję nawrotów, halucynacji, urwanych wspomnień – formę, która bardziej przypomina notatnik po terapii niż klasyczną powieść realistyczną. Styl, pozornie prosty, jest tu narzędziem okrucieństwa: krótkie zdania, nagłe przeskoki perspektywy, obrazy o lekko surrealnym posmaku tworzą wrażenie rozszczepionej świadomości. To proza, która konsekwentnie odmawia czytelnikowi komfortu: nic nie zostaje domknięte, nic nie jest „wyjaśnione” w sposób dający ulgę. W tym sensie Dib lokuje się raczej w sąsiedztwie europejskich eksperymentatorów lat 60. niż w schemacie „powieści narodowowyzwoleńczej”, jakiego oczekiwałoby się po algierskim autorze tamtej epoki.

Najciekawsza w „Królewskim tańcu” jest nie tyle sama tematyka – wojna, wina, rozliczenie – ile bezwzględność, z jaką Dib odmawia swoim bohaterom mitu. To nie są „rozczarowani rewolucjoniści”, którym wystarczy odebrać ordery; to ludzie, których język został trwale nadgryziony przez przemoc. Ich rozmowy, milczenia, powracające obrazy wskazują, że zwycięstwo polityczne wcale nie przekłada się na zwycięstwo wewnętrzne. Wpisana jest w tę książkę gorzka intuicja: że rewolucje zazwyczaj wiedzą, przeciw czemu walczą, ale rzadko wiedzą, jak potem żyć. Dib – bez krzyku, bez patosu – pokazuje to w skali mikro, w dwóch zniszczonych biografiach, i dlatego ta cieniutka powieść z serii „Współczesna Proza Światowa” starzeje się podejrzanie dobrze, zwłaszcza na tle wielu głośniejszych, dziś martwych już „powieści zaangażowanych”.