Futbol ery Manen
Autor: Oe Kenzaburo
Wydawnictwo: PIW 1979
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: minimalne otarcia obwoluty
O książce
„Futbol ery Manen” to jedna z tych powieści, które z wiekiem nie łagodnieją, lecz twardnieją – jak kość wyjęta z grobu. Ōe wraca tu do mitycznego „rodzinnego kraju” japońskiej prowincji, ale zamiast nostalgii dostajemy wiwisekcję: wieś jako laboratorium porażek historycznych, wypartych win i męskich fantazji o buncie. Legendę chłopskiego powstania z 1860 roku traktuje jak zakażoną ranę zbiorowej pamięci – i z satysfakcją przygląda się, jak kolejna generacja próbuje w tym samym miejscu otworzyć jeszcze raz to samo pęknięcie, tym razem przy pomocy piłki nożnej, alkoholu i niedojrzałych marzeń rewolucyjnych.
Oś książki biegnie między dwoma braćmi: Takashim, który wierzy, że można wskrzesić dawny mit powstania i przerobić go na współczesny teatr oporu, oraz Mitsusaburō – chronicznego obserwatora, człowieka o moralnym refluksie, który wszystko trawi tak długo, aż staje się to nie do zniesienia. Między nimi stoi dziecko z ciężkim uszkodzeniem mózgu, obecne i milczące jak wyrzut sumienia, którego nie da się wpisać w żaden podniosły scenariusz historyczny. Tam, gdzie Takashi chciałby widzieć lud, rewolucję i „nową wspólnotę”, Mitsu widzi odpowiedzialność, wstyd, tchórzostwo i przypadek – cały ten pozorny heroizm zostaje u Ōe zdegradowany do lokalnej gry interesów, frustracji i projekcji. Koreański przedsiębiorca jako nowy „pan” wioski dopełnia obrazu: oto buntownicza legenda sprzed stu lat zostaje zderzona z kapitalistyczną teraźniejszością, której nie da się przepędzić widłami ani romantycznym zrywem.
Tytułowy futbol jest tu oczywiście tylko umownym boiskiem, na które Ōe wypędza wszystkie te fantazje o wspólnocie, odrodzeniu i „młodzieży jako sile dziejowej”, tak chętnie powtarzane w XX wieku po obu stronach żelaznej kurtyny. Mecze organizowane przez Takashiego są bardziej rytuałem – parodią dawnej rewolty niż sportową metaforą „czystej gry”. Kontrast między cielesnością (choroba dziecka, alkoholizm żony, przemoc, wysiłek fizyczny) a abstraktem wielkich słów o historii i godności ludzkiej jest podstawowym napięciem tej prozy. W polskim kontekście wydanie z 1979 roku musiało brzmieć niepokojąco znajomo: oto wiejska wspólnota, w której mit buntu staje się użytecznym narzędziem manipulacji, a najbardziej uczciwą postawą okazuje się nie heroiczne „pójście w lud”, lecz trwanie przy chorym dziecku i przyznanie, że żadna rewolucja nie unieważni czyjejś nieodwracalnej krzywdy.