Stulecie polskich detektywów
Autor: Jan Widacki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Wawelskie 1992
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak.
O książce
„Stulecie polskich detektywów” to rodzaj przypisu dopisanego do głośnego „Stulecia detektywów” Thorwalda – tyle że przypisu, który niespodziewanie urasta do rangi osobnej opowieści. Widacki robi rzecz w Polsce rzadko spotykaną: traktuje dzieje kryminalistyki nie jako kolekcję „krwawych spraw”, lecz jako historię pewnej nauki i środowiska akademickiego. Zamiast więc kolejnych trupów na pierwszym planie mamy medyków sądowych, biegłych, profesorów, policyjnych rzemieślników śledztwa – ludzi, którzy cierpliwie rozciągali w stronę XIX‑wiecznego i międzywojennego wymiaru sprawiedliwości cienką nić empirii.
Najmocniejsza część tej książki to portret Krakowa jako dyskretnej stolicy polskiej kryminalistyki. Widacki pokazuje, jak z pozoru prowincjonalny ośrodek – w warunkach zaborów, z ograniczonymi środkami – potrafił stworzyć katedrę medycyny sądowej już w 1804 roku, a wraz z Fryderykiem Hechelem przestawić się z uczonej kazuistyki na nowoczesne badania sądowe. Autor prowadzi czytelnika przez laboratoria, prosektoria i sale wykładowe, gdzie rodziła się rodzima wersja tego, co w Europie Zachodniej kojarzymy z eksperymentami Grossa, Locarda czy Bertillona. Nie ma tu zachłyśnięcia się cudzoziemszczyzną – raczej trzeźwe porównanie: co nad Wisłą robiono równolegle, co z opóźnieniem, a gdzie Polacy wcale nie byli uczniami z ostatniej ławki.
Styl Widackiego jest typowy dla dobrego, przedinternetowego popularnonaukowca: rzeczowy, lekko suchy, ale podszyty dyskretnym poczuciem humoru i ironią wobec dawnych przesądów procesowych. To książka dla tych, którzy w kryminale bardziej cenią raport biegłego niż pościg samochodowy. Z dzisiejszej perspektywy ma też wartość źródłową: dokumentuje ciągłość polskiej myśli kryminalistycznej, którą po wojnie przykryły ideologiczne dekoracje socjalistycznego „aparatu bezpieczeństwa”. „Stulecie polskich detektywów” przypomina, że zanim pojawili się literaccy milicjanci i telewizyjni profilerzy, byli całkiem konkretni profesorowie i lekarze, którzy z uporem wtłaczali logikę i naukę w materię ludzkiej zbrodni.