Usprawiedliwienie Wszechświata
Autor: Michał Heller
Wydawnictwo: Znak 1995
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak.
O książce
„Usprawiedliwienie Wszechświata” to jedna z tych niewielkich objętościowo książek, które czyta się długo, bo każde kilka stron domaga się namysłu. Heller nie pisze tu jeszcze wielkiej, systematycznej „teologii nauki” – raczej szkicuje mapę terenu, po którym będzie się poruszał przez kolejne dekady. Kosmologia współczesna – modele początku, struktura czasoprzestrzeni, matematyczna „przeźroczystość” świata – staje się dla niego nie zbiorem ciekawostek, lecz miejscem, w którym pada stare metafizyczne pytanie: czy ten wszechświat, z jego przypadkowościami, katastrofami i nieusuwalnym cierpieniem, da się w ogóle obronić przed trybunałem rozumu i sumienia?
Tytuł jest tu zresztą przewrotny. Heller naprawdę nie próbuje „wybielić” świata, raczej zastanawia się, co właściwie znaczy szukanie sensu w rzeczywistości, która w opisie fizyki wcale nie wygląda jak przytulny projekt. Jego charakterystyczny gest polega na tym, że nie przeciwstawia nauki religii, tylko traktuje obie jako różne sposoby zmagania się z tą samą zagadką istnienia. Z równą swobodą porusza się między równaniami kosmologii relatywistycznej a pytaniami o problem zła i „milczenie Boga” wobec beznamiętnych praw natury. W tle wyczuwa się znajomość zarówno klasyków filozofii przyrody, jak i teologii, ale podana jest ona dyskretnie – bez profesorskiego zadęcia, raczej w tonie dobrze poinformowanej, nieco sceptycznej rozmowy.
Na tle literatury popularnonaukowej lat 90. książka wypada osobliwie dojrzale: nie obiecuje prostych pogodzeń i nie udaje, że konfliktów między różnymi obrazami świata nie ma. Zamiast taniego „harmonizowania” dostajemy próbę pokazania, że naukowy opis kosmosu sam z siebie rodzi pytania, których nie da się zamknąć w matematyce – ale też, że teologia, jeśli chce zachować powagę, musi przyjąć do wiadomości kosmologię współczesną, a nie średniowieczne sfery. „Usprawiedliwienie Wszechświata” można więc czytać jako wczesny manifest hellerowskiego programu: Bóg nie ma być „łatką” na luki fizyki, lecz ostatecznym kontekstem sensu dla świata, który w równym stopniu fascynuje swoją racjonalnością, jak i niepokoi obojętnością wobec ludzkich oczekiwań.