Perpetuum mobile
Autor: Graeme Gibson
Wydawnictwo: PIW, 1990
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Graeme Gibson w „Perpetuum mobile” buduje powieść, która jednocześnie jest satyrą, ostrzeżeniem i gorzką przypowieścią o granicach ludzkiej ambicji. Bohater – Robert Fraser II – zamiast być romantycznym wynalazcą na miarę epoki pary, jawi się jako tragik-komediant w pogoni za niemożliwym: maszyną wiecznego ruchu. Jego obsesja staje się soczewką, przez którą Gibson opowiada historię XIX-wiecznej Kanady – kraju rozdartego między mitem pionierskiej przygody a niszczącą siłą industrializacji.
Narracja, pełna irytującej miejscami ironii, nie daje czytelnikowi komfortu ani heroicznego katharsis. Fraser nie jest ani bohaterem, ani ofiarą – to raczej figura ludzkiej pychy, która zamiast ujarzmiać naturę, niszczy ją i siebie samego. Jego warsztat to karykatura laboratorium naukowego, jego maszyny – groteskowe złomy, które dymią, trzeszczą i rozsypują się, zanim cokolwiek udowodnią. W tle przewija się pejzaż kolonialnej Kanady: lasy wycinane dla „postępu”, ziemie Indian przejmowane bez refleksji, rzeki zatruwane odpadami. Gibson podaje to bez dydaktycznego palca, ale z kąśliwym humorem, który jeszcze mocniej boli.
To powieść o świecie, który mapuje swoje terytoria, a jednocześnie traci mapę sensu. Z jednej strony Fraser rysuje plany i szkice maszyn, z drugiej – gubi własne życie: rodzinę, zdrowie, poczucie celu. Iluzja wiecznego ruchu okazuje się metaforą iluzji cywilizacji, która wierzy, że może działać bez końca, ignorując granice natury i człowieka.
„Perpetuum mobile” czyta się jak mroczne lustro XIX wieku, ale odbija się w nim także nasza współczesność – z obsesją postępu, technologią, która miała nas zbawić, a coraz częściej nas przerasta. Gibson był wizjonerem w tym, jak umiał spleść satyrę z ekologicznym ostrzeżeniem i historycznym tłem. Powieść, choć momentami chaotyczna, nie jest wadą, lecz odzwierciedleniem chaosu bohatera i epoki.