Nie ma kto pisać do pułkownika
Autor: Gabriel Garcia Marquez
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 1985
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Nie ma kto pisać do pułkownika” to jedna z tych krótkich form, w których Márquez pokazuje pełnię swojego kunsztu, choć świadomie rezygnuje z barokowej stylistyki, z której jest znany. Ta nowela działa jak destylat jego doświadczeń reporterskich i osobistych – każde zdanie jest ważone, każde milczenie ma swoją temperaturę, a cała konstrukcja podporządkowana jest jednej idei: jak wygląda życie człowieka, który zbyt długo czekał na sprawiedliwość. Pułkownik, weteran wojny domowej, czeka od piętnastu lat na pismo z Bogoty, które nigdy nie nadejdzie. Jego marsz do portu w każdy piątek nie ma nic wspólnego z nadzieją, w sensie logicznym jest wręcz absurdalny, ale to właśnie on pozwala bohaterowi utrzymać resztki tożsamości. Márquez robi coś niezwykle trudnego — pokazuje życie w nędzy bez melodramatu, a godność w upadku bez fałszywego heroizmu.
Drugie serce książki bije w relacji Pułkownika z żoną. Jej astma, ich wspólne głodowe rachunki, rytuał z kawą „bez kawy”, ciągłe liczenie monet — wszystko to tworzy sceny, w których Márquez pokazuje mistrzostwo kondensacji. Ta para nie rozmawia o uczuciach, ale czyni je oczywistymi w każdym zdaniu. Ich codzienność jest naznaczona wstydem, frustracją i rezygnacją, a jednak autor nie pozwala, by czytelnik zobaczył w nich ofiary losu. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: człowiek staje się tragiczny dopiero wtedy, gdy przestaje walczyć o własną narrację. W tym kontekście pojawia się kogut — z jednej strony obciążenie, z drugiej ostatni łącznik z synem i społecznością. Kogut nie jest tu symbolem magicznym; to proste zwierzę, które nagle zaczyna dźwigać całą energię miasteczka, całą utajoną złość i ostatnią dawkę iluzji.
Trzeci wymiar tej krótkiej powieści to tło polityczne — nie krzykliwe, lecz wsączone w każdy detal życia bohaterów. Godzina policyjna, cenzurowana prasa, nagłe zgony młodych ludzi, aparat państwa działający jak mechanizm odmawiania: wszystko to tworzy klimat, który Márquez znał aż za dobrze z kolumbijskiej rzeczywistości lat 50. Pisząc tę książkę w Paryżu, sam był w sytuacji skrajnej biedy, co nadaje tonowi utworu niezwykłej wiarygodności. Pułkownik nie jest więc jedynie figurą literacką — to także odbicie losu pokolenia, które oddało młodość wojnie, a potem zostało potraktowane jak kłopotliwy depozyt historii. „Pułkownik” jest jednym z najbardziej przejmujących tekstów o tym, że godność potrafi przetrwać nawet w sytuacji, która nie daje już żadnej nadziei. I że akt buntu może przyjść w najmniej widowiskowym, najbardziej kameralnym momencie — jednym słowie na końcu książki.