Im mroczniej, tym lepiej
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros, 2024
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
Stephen King, w swojej siódmej antologii opowiadań „Im mroczniej, tym lepiej”, nie tyle wraca do formy, co przypomina, że krótkie formy są jego laboratorium – miejscem, gdzie eksperymentuje z tonem, strukturą i gatunkiem. Zbiór ten nie jest jednolity, nie próbuje być spójny – i właśnie w tej różnorodności tkwi jego siła. Od klasycznego horroru po obyczajowe miniatury z metafizycznym twistem, King pokazuje, że mrok nie musi być krwawy, by być dotkliwy. W „Grzechotnikach”, sequelu do „Cujo”, wraca do tematu winy i dziedziczenia traumy, ale tym razem z perspektywy nie tyle ofiary, co świadka – kogoś, kto widział zło i próbuje je zrozumieć. W „Snach” z kolei bada granice rzeczywistości, gdzie sen nie jest ucieczką, lecz pułapką. Te opowiadania nie są tylko historiami – są ćwiczeniami z niepokoju.
King, jak przystało na pisarza z ponad pięćdziesięcioletnim stażem, nie musi już udowadniać, że potrafi straszyć. W „Im mroczniej…” straszy nie tym, co się dzieje, lecz tym, co mogłoby się wydarzyć. Jego bohaterowie – wdowcy, weterani, dzieci z darami – nie są archetypami, lecz ludźmi z krwi i kości, których spotkać można w każdym miasteczku Maine. To właśnie codzienność, z jej banalnością i pęknięciami, staje się tu źródłem grozy. King nie ucieka od tematów trudnych: starość, izolacja, uzależnienie, śmierć – wszystko to pojawia się w tle, czasem jako metafora, czasem jako dosłowność. Narracja jest konwersacyjna, z humorem, który nie rozładowuje napięcia, lecz je podkreśla. W krótszych formach King stosuje punchline’y, które zostają w pamięci jak zadra; w dłuższych – buduje napięcie jak w klasycznych powieściach, z wielogłosowością i retrospekcjami.
Nie sposób nie zauważyć, że „Im mroczniej, tym lepiej” to także zbiór autorefleksji. King, który od lat mówi o pisaniu jako formie terapii, tutaj zdaje się rozliczać z własnym lękiem przed starością, śmiercią i zapomnieniem. Opowiadanie „The Answer Man”, napisane w 1977 roku, a opublikowane dopiero teraz, działa jak kapsuła czasu – pokazuje, jak bardzo zmienił się autor, ale też jak konsekwentnie trzyma się swoich obsesji. Bonusowy „Pokój muzyczny” w wydaniu paperbackowym to ukłon w stronę fanów – drobny, ale znaczący gest. Całość nie jest rewolucyjna, ale nie musi być. King wie, że mrok nie potrzebuje nowości – wystarczy, że jest prawdziwy.